KATEGORIE

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi dodoelk z miasta Ełk. Przejechałem 192240.84 kilometrów w tym 4539.60 w terenie. Moja średnia prędkość 20.53 km/h
Więcej o mnie. GG: 5934469


odwiedzone gminy



baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy dodoelk.bikestats.pl

Archiwum bloga


it outsourcing
Dane wyjazdu:
8.60 km 0.00 km teren
00:24 h 21.50 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Sobota, 24 czerwca 2017 · dodano: 26.06.2017 | Komentarze 0

Z plecami słabo, po wizycie u kręgarza boli inaczej - mam nadzieję że tak jak zawsze za 2-3 dni przejdzie. Dojazd w mżawce, ale na szczęście jest ciepło - więc nawet przyjemnie.
Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
57.50 km 0.00 km teren
02:30 h 23.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Czwartek, 22 czerwca 2017 · dodano: 23.06.2017 | Komentarze 0

Nie chciało mi się wstawać wcześniej i na dłuższy wyjazd nie było czasu. Standardowa pętla wokół Selmentu. Pierwsze pół godziny marzłem, potem było spoko. Znów od rana bolą plecy, wczoraj jakoś rozchodziłem się, dziś jest już sporo gorzej. Zobaczymy co będzie dalej.





Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
15.30 km 0.00 km teren
00:40 h 22.95 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Środa, 21 czerwca 2017 · dodano: 22.06.2017 | Komentarze 0

Dziś czasu na nic dłuższego nie było, zresztą bolą mnie plecy - to chyba przez wczorajsze oranie w terenie. Zdecydowanie chłodniej, przy jeziorze wręcz zimno.
Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
72.30 km 0.00 km teren
03:40 h 19.72 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

Mącze przed pracą

Wtorek, 20 czerwca 2017 · dodano: 21.06.2017 | Komentarze 0

Miałem w planach już od dawna poćwiczyć podjazdy na Mączach. Wybrałem się rano, kiedy jest chłodniej, tylko niestety wtedy jestem czasem ograniczony. Gdy ruszam jest bezchmurne nieboa a na jeziorze prawie gładka tafla. Za miastem już zaczyna lekko dmuchać, a w cieniu lasu jest zimno. 
Podjazdy wchodzą dobrze, choć górka nie jest idealna do wielokrotnego jej podjeżdżania. Luźny piasek z kamieniami na początku, gdzie jest największe nachylenie (trzeba uważać zjeżdżając bo jest tam też zakręt), dobry środek ze stałym nachyleniem i ubitym podłożem i piaszczysto-korzeniowy szczyt. Szczyt jest stromy, dwa ślady kół i maliny obok. Pozacinałem całe ręce i nogi na tych malinach, stanąć się nie da ze względu na chmarę komarów, a wokół tyle czerwonych poziomek... Po 10tym - siku i rozciąganie, po 15tym - żelik, po 20tym - kolejne rozciąganie. Czasu na 30 razy może by i starczyło (tyle chciałem zrobić). ale lecieć potem z jęzorem na brodzie jakoś mi się nie uśmiechało. Odpuszczam więc po 25tym i spokojnie jadę do pracy.


Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
38.90 km 0.00 km teren
01:46 h 22.02 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Poniedziałek, 19 czerwca 2017 · dodano: 20.06.2017 | Komentarze 0

Fajna pogoda, bez słońca, lekki wiaterek, a jadąc "na krótko" jest komfortowo. Planu żadnego, bo na dłuższy wyjazd nie ma czasu, a na wjazd w teren nie mam chęci. Kilka mocniejszych akcentów, trzeba trochę serducho rozruszać i może trochę siły zrobić (ale pewnie zaraz kolana zaprotestują).


Kategoria dom/praca, <50


Dane wyjazdu:
34.30 km 0.00 km teren
01:46 h 19.42 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

spacer

Niedziela, 18 czerwca 2017 · dodano: 20.06.2017 | Komentarze 0

Ciepło, dobrze że coś dmucha. Uciekamy z zatłoczonej promenady do lasu. Tyłek czuję cały czas, choć na kapciach 2,20 jest i tak przyjemniej niż na szosie. Wilcza, Kamień, Ostrykół, Lipińskie i przy torach do Ełku. Smaczne poziomki - żeby jeszcze tych komarów nie było....

Kategoria z Gosią, <50


Dane wyjazdu:
179.00 km 0.00 km teren
06:53 h 26.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

dokrętka

Sobota, 17 czerwca 2017 · dodano: 20.06.2017 | Komentarze 0

Z powodu rezygnacji z trasy we czwartek mus był złapać gdzieś brakujące kilometry. Piątek w większości przespałem (z przerwami na jedzenie), zadek potraktowany pantenolem, a kolana zimnymi okładami.

Ruszamy chwilkę po 5tej, bez planu, Czasu mamy na maksymalnie do 13tej. Jako że tyłek i dłonie jeszcze do siebie nie doszły, nie chcę dziurawych dróg. Postanawiam ruszyć na Marchewki i tak też jedziemy. Plany weryfikuje jednak wiatr, okazuje się że na linii Kopijki-Prostki będzie boczny, postanawiamy tam też się kręcić. Na drugim dojeździe do Prostek zaczyna kropić, na trzecim przez jakieś 2-3 minuty zlało nas dokumentnie. Po głowie chodzi wycof, ale spoglądam na radar i widzę że chmurę mamy już za sobą. Dużym plusem deszczu jest fakt, że tyłek przestałem czuć wogóle (jak na BBT). Poza rundami tam i spowrotem robimy po jednym wypadzie na Tamę i wokół Regielskiego oraz przerwy na pierwsze i drugie śniadanie w piekarni w Prostkach.Pod koniec znowu przypomniał o sobie zadek, ale nie było tragedii, za to z kolanami było bardzo dobrze, czułem jedynie w momencie gdy mocniej przyciskałem.




Kategoria >150


Dane wyjazdu:
566.30 km 0.00 km teren
22:34 h 25.09 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

nie wyszło...

Czwartek, 15 czerwca 2017 · dodano: 20.06.2017 | Komentarze 0

Idea przejazdu po przekątnej przez Polskę powstała jakiś czas temu, podrzucił ją Janek Doroszkiewicz. Mariusz ułożył trasę, (z tym że od Ełku, a nie od Wiżajn jak było w założeniu) wybraliśmy termin i czekaliśmy. Miał to być generalny sprawdzian przed MRDP a także kwalifikacja Mariusza do tej imprezy. 900 km w 72 godziny. W międzyczasie z wyjazdu rezygnuje Janek (nie ma jeszcze formy na długą trasę), proponuję wyjazd jeszcze kilku osobom, ale nikt nie chce dołączyć. Prognozy niestety nie są korzystne, ale co zrobić...

Ruszamy w Boże Ciało o 7mej rano. Trochę zimno, ciut ponad 10 stopni i wieje oczywiście w pysk. Początkowe kilometry lecą szybko, raz, dwa, trzy i mamy Orzysz chwilę za nim Pisz. Jedziemy w większości obok siebie rozmawiając. Pierwszy stop na leśnym parkingu, jest już ciepło, trzeba się rozebrać. Spodziewałem się nikłego ruchu na drogach, ale jest jakaś porażka, (co prawda w większości w przeciwnym kierunku) na drogach całe kolumny aut z literką "W" na początku rejestracji. Przejeżdżając przez jakiś mostek (nawierzchnia z kostki) z uchwytu wyskakuje mi telefon, za bardzo się nie poobijał, a wyświetlacz pozostał cały, pękło tylko szkiełko go zabezpieczające.

W Rozogach postój pod sklepem, biednie jest dziś pod tym względem z powodu święta, ale trafiamy na otwarty. Drożdżówka, sok pomidorowy, pepsi i woda do bidonu. Czasu nie tracimy, czas ruszać dalej, tym bardziej że pod sklepem nie ma cienia, a słońce całkiem nieźle przypieka. W pewnym momencie z tyłu zeszło powietrze. Pięknie. Znowu. Szukamy dobrego miejsca na robotę i rad niewola mus zakasać rękawy. Prawdopodobnie dętka była przyszczypana już przy zakładaniu, bo żadnych śladów na oponie nie stwierdziłem. Pompuję, odkręcając pompkę odkręca się też wentyl. Czad. Dmucham po raz drugi...Poleciało sporo czasu. 

Kolejny postój na stacji w Jedwabnem, czas na kawę bo zaczyna mnie mulić. Muszę też odwiedzić kibelek, bo już od jakiegoś czasu mam problem z zadkiem. Nie wiem jaki jest tego powód, wcześniej było dobrze, a teraz drugi wyjazd i zbyt szybko zaczyna gnieść. Przy okazji można się umyć, bo trochę się przy naprawie koła usmarowałem. Kolejny fragment to przelot do Działdowa. Fajne widoki, trochę podjazdów i niestety słabych dróg. Zaczynam czuć kolana, to pewnie efekt jazdy pod wiatr. Nie jest źle, nie boli, poza tym na każdym postoju pamiętam o rozciąganiu.

W miasteczku zatrzymujemy się na kebaba. Sporo czasu żeśmy czekali, walory smakowe na kolana nie powalały, ale odpoczynek i coś na ząb były potrzebne. Kawałek dalej, w Lidzbarku stajemy ponownie. Mam kolejny kryzys senny, choć jeszcze słonko wysoko na niebie. Kawa całe szczęście stawia na nogi. Powoli zaczyna kończyć się dzień, a wraz z nim cichnie wiatr, super - nie będzie już tak męczył. Nie spodziewałem się że będzie tutaj tak ładnie. Sporo jeziorek, trochę lasów - tylko te drogi... Drogi i tyłek. Do komfortu brakuje dużo. Po drodze tankujemy wodę u gospodarza, bo schodzi bardzo szybko. Znajdujemy otwartą stację, trzeba się na nocną jazdę przygotować i zrobić zaopatrzenie, bo do Włocławka będziemy mieli spory kawałek po zupełnym pustkowiu.

We Włocławku kolejny postój. Kawa, fanta (po głowie chodziła już od dawna) i na chwilę zamykam oczy. Lukam w prognozy, już rano powinniśmy trafić na front z burzami i porywistym wiatrem. Jest słabo. Mamy trochę ponad godzinę zapasu do pociągu, ale ciężko tak liczyć, bo jeszcze nie przejechaliśmy nawet połowy trasy. Jestem już wypruty, czuję zmęczone kolana i obity tyłek - nie będzie dobrze. Punktem zwrotnym całej wycieczki jest zwykły znak przy drodze. Nic nadzwyczajnego. "Warszawa 147". Głowa szuka wymówek, jak zwykle w takich sytuacjach. Przed oczami stają mi obrazki z ubiegłorocznego Brevetu. To jak mnie wiatr przestawił kilka metrów od drogi i drzewa połamane jak zapałki. Rzucam hasło: "a może by tak do Warszawy jechać i dokręcić pod domem brakujące kilometry?" Widzę że ziarenko padło na podatny grunt, bo Mariusz czuje się podobnie jak ja. Sprawdzamy pociągi, sprawdzamy prognozy pogody i postanawiamy jechać do stolicy, pociągiem do Białegostoku i stamtąd do domu - na kołach.

Do Płocka jedzie się całkiem nieźle, głowa czuje bliski koniec (choć to jeszcze sporo kilometrów), potem zaczyna się niestety rzeźnia. Stan mazowieckich dróg wojewódzkich woła o pomstę do nieba, a nas zaczyna nas morzyć sen. Jest tak źle, że Mariusz zasypia zaliczając pobocze, na szczęście nic się nie stało. Boli mnie już chyba wszystko, dłonie, plecy, siedzenie i niestety kolana. Kilometry stoją w miejscu, ale pewnie dlatego że się cały czas gapię na licznik. Musimy wykombinować jak przejechać przez miasto, którego absolutnie nie znamy. Ostatecznie przejeżdżamy znów przez Wisłę i kierujemy się na dworzec Wschodni. Takiej drogi przez mękę nie pamiętam. Najpierw ciągnąca się w nieskończoność prosta do Jabłonnej (pamiętam z Brevetu - też się wtedy ciągnęło), potem Modlińska z zakazem ruchu rowerów i kombinacja jak toto objechać. Kulminacją była prawie półgodzinne oczekiwanie na dworcu na kupno biletu i ze sporego zapasu czasu zrobiło się "na styk".

Odpuszczamy jazdę do domu z Białegostoku i kupujemy od razu bilety do Ełku. W pociągu kilka minut snu, potem trzeba było ustalić plany na dokręcenie brakujących kilometrów - czasu na to jest jeszcze sporo.

Czuję się źle, nie wiem jak kolega. Niby zrobiliśmy pincet z groszem, niby tylko tyle będziemy robić na raz na MRDP, ale pozostał duży niedosyt. Zawsze tak jest gdy człowiek zrezygnuje. Można było zaryzykować, choć wiem że byłby spory problem ze zdążeniem na pociąg. Burzę trzeba byłoby gdzieś przeczekać no i druga noc...a przecież pierwsza już szła jak po grudzie. (No i te połamane drzewa z ubiegłego roku. )Można było zawrócić, mielibyśmy wtedy z wiatrem i coraz bliżej do domu. To na obecną chwilę chyba najrozsądniejsze rozwiązanie, niestety w czasie jazdy na to żeśmy nie wpadli. Nicto, decyzja podjęta i tego się już nie cofnie. Zupełnie inaczej się jedzie na imprezie, gdy człowiek zapłacił wpisowe i ma bagaż na mecie, a inaczej gdy jest to zwykła przejażdżka z której łatwo zrezygnować w momencie słabości.

Kolejny raz duży problem z siedzeniem, nie wiem jaka tego przyczyna, ale jeśli nadal tak będzie, to będzie słabo. Reszta w stanie akceptowalnym jak na taki dystans. Do MRDP już raczej nic dłuższego nie pojadę, pozostaje zrobić trochę podjazdów, poszukać rozwiązania na bolące kolana i tyłek i dograć do końca sprawy logistyczne. 

FOTKI


Zaliczone gminy - 13: Górzno, Świedziebnia, Osiek, Wąpielsk, Brzuze, Kikół, Czernikowo, Bobrowniki, Fabianki, Brochów, Leoncin, Czosnów, Warszawa.
Kategoria >300


Dane wyjazdu:
14.70 km 0.00 km teren
00:40 h 22.05 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Środa, 14 czerwca 2017 · dodano: 20.06.2017 | Komentarze 0

Piździ fest. Promenada (dobrze że z wiatrem) i kawałek lasem.
Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
10.50 km 0.00 km teren
00:31 h 20.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Poniedziałek, 12 czerwca 2017 · dodano: 14.06.2017 | Komentarze 0

Miało padać - nie padało. Tylko tam i nazad.
Kategoria dom/praca