KATEGORIE

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi dodoelk z miasta Ełk. Przejechałem 192240.84 kilometrów w tym 4539.60 w terenie. Moja średnia prędkość 20.53 km/h
Więcej o mnie. GG: 5934469


odwiedzone gminy



baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy dodoelk.bikestats.pl

Archiwum bloga


it outsourcing
Dane wyjazdu:
43.09 km 0.00 km teren
01:39 h 26.12 km/h:
Maks. pr.:36.36 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:166 m
Kalorie: 1309 kcal
Rower:żwirek

Pomiędzy burzami

Środa, 17 czerwca 2020 · dodano: 18.06.2020 | Komentarze 0

Ruszam gdy trochę obeschło, straszna wilgoć w powietrzu, w lasach zamglenia. Całkiem spory wiaterek, chyba tylko dzięki niemu dało się jakotako żyć. W Sypitkach postanawiam zrobić nawrotkę zamiast kółka wokół jeziora. Mam wielką ochotę na więcej, ale patrząc w prognozy chyba w najbliższych dniach się nie uda.

Kategoria <50


Dane wyjazdu:
24.00 km 0.00 km teren
01:03 h 22.86 km/h:
Maks. pr.:35.28 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 62 m
Kalorie: 566 kcal
Rower:żwirek

do/z pracy

Środa, 17 czerwca 2020 · dodano: 18.06.2020 | Komentarze 0

Znów lampa i lusterko, tyle że zdecydowanie cieplej. Tradycyjny przedpracowy Regiel. Po szychcie miałem w planie ruszyć gdzieś na setkę, bo miało nie padać. Miało. W rzeczywistości uciekałem przed burzą po mokrym z poprzedniej, udało się nie zmoknąć, ino pochlapać mokrym z podłoża.

Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
8.00 km 0.00 km teren
01:40 h 4.80 km/h:
Maks. pr.:36.36 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:111 m
Kalorie: 707 kcal
Rower:

popodglądać młode perkozy

Wtorek, 16 czerwca 2020 · dodano: 17.06.2020 | Komentarze 0

Jak co roku na początku czerwca ruszamy z Gosią na jezioro obejrzeć młode perkozy. Trochę jesteśmy spóźnieni, bo jakoś wcześniej się nie składało.



Kategoria z Gosią


Dane wyjazdu:
47.00 km 0.00 km teren
02:02 h 23.11 km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 95 m
Kalorie: 649 kcal
Rower:żwirek

do/z pracy plus

Wtorek, 16 czerwca 2020 · dodano: 17.06.2020 | Komentarze 0

Lampa i lusterko - uwielbiam takie poranki. Cykam fotkę i jadę dalej terenem po drugiej stronie jeziora, rzadko tu zaglądam. Potem promenada i Mrozy, w cieniu chłodnawo, w słońcu za ciepło. 
Po pracy jadę na godzinę do lasu, ciepło ale nie ma dramatu - idzie żyć.



Kategoria dom/praca, <50


Dane wyjazdu:
14.10 km 0.00 km teren
00:42 h 20.14 km/h:
Maks. pr.:34.92 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 43 m
Kalorie: 271 kcal
Rower:żwirek

do/z pracy

Poniedziałek, 15 czerwca 2020 · dodano: 16.06.2020 | Komentarze 0

Rano trochę, za późno wstałem na coś więcej. Miałem po pracy ruszyć trochę pokręcić, ale ze dwa razy kolano o sobie przypomniało, więc odpuszczam.


Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
90.36 km 0.00 km teren
02:49 h 32.08 km/h:
Maks. pr.:59.40 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:326 m
Kalorie: 3223 kcal

Dwa Selmęty w kupie i Ełckie już luźną nóżką.

Niedziela, 14 czerwca 2020 · dodano: 14.06.2020 | Komentarze 0

Gosia jechać nie mogła, a mnie w taki wicher robić samotnej setki też się nie chciało. Jadę na niedzielną zbiórkę, zawsze w grupie lżej, a może tempo nie będzie jakieś zabójcze. Dawno nie jeździłem z chłopakami, kiedyś były fajne spokojne wycieczki, nawet gdy był przez chwilę ogień grupa czekała na outsiderów. Te czasy przeminęły bezpowrotnie, jest tak samo jak na czwartkowych ustawkach, nie moja bajka. Pierwsze kółko wokół Selmętu wytrzymałem, choć kolano daje co jakiś czas znaki "odpuść, bo będziesz żałował". Postanawiam jednak jechać dalej, bo kręcąc sam na tym wietrze będzie jeszcze gorzej. Pękam w Wiśniowie, nie chce mi się spawać i jadę z Miszką do Ełku. Postanawiam dokręcić jeszcze wokół Ełckiego już na spokojnie z przerwą na rozciąganie. Standardowo na rowerze było dobrze, a kolano dało znać o sobie po przyjeździe do domu. Lód + rolka i można żyć.

Kategoria >50


Dane wyjazdu:
23.11 km 0.00 km teren
01:00 h 23.11 km/h:
Maks. pr.:32.40 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 91 m
Kalorie: 663 kcal
Rower:żwirek

Afternoon Ride

Sobota, 13 czerwca 2020 · dodano: 14.06.2020 | Komentarze 0

Niby cały dzień na zewnątrz i w ruchu ale po powrocie do domu czuję że czegoś mi brakuje. Spodnie na dupę i na godzinę do lasu, tego mi trzeba. Duuuużo chłodniej niż przez dwa ostatnie dni, pochmurno jakby miało zaraz zacząć padać i mocno wieje.

Kategoria <50


Dane wyjazdu:
199.90 km 0.00 km teren
07:55 h 25.25 km/h:
Maks. pr.:41.04 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:806 m
Kalorie: 6057 kcal
Rower:żwirek

to czego wczoraj zabrakło, szkoda że 300 i 200 to nie to samo co 500...

Piątek, 12 czerwca 2020 · dodano: 12.06.2020 | Komentarze 0

Wstaję o szóstej, choć obudziłem się wcześniej. Za oknem zachmurzone niebo, trochę mokro, ale nie tak jak wczoraj. Szybka kanapka, na spalone wczoraj słońcem przedramiona wciągam Gosiowe lekkie rękawki. Krem na twarz i kark. Na zewnątrz bardzo przyjemnie, 17 stopni, leciutki wiaterek ze wschodu. Zastanawiałem się jak kolano, bo rano czułem je trochę, ale jest w porządku, może rolowanie przed wyjazdem pomogło?

Zaraz za miastem orientuję się że coś jest nie tak. Kawy nie wypiłem. Powieki się kleją. Noszkur. W pierwszym napotkanym sklepie aplikuję kofeinę z cukrem w postaci płynnej, dodatkową półlitrówkę biorę w kieszonkę. Popijam co chwilę i po jakimś czasie wracam do życia. Początek po znanych ścieżkach, za Barszczami tą samą drogą którą jechaliśmy nad Biebrzę z Gosią. Piękne asfalty, aż do wsi Huta, tutaj staję na siku i rozciąganie. Doganiam przejeżdżającego chwilę wcześniej CASE'a z przyczepą, na gównianej drodze wlecze się dwadzieścia kilka więc go wyprzedzam. Po przecięciu krajowej ósemki, wraca gładkie, a jadący za mną traktor przyspiesza. W to mi graj. Darmowa dyszka ze stałą prędkością 32 km/h, gdy mój dobroczyńca skręcił poczułem że zaczęło mocno dmuchać.

Słonka coraz więcej, jeszcze trochę przymulone, ale temperatura cały czas rośnie. Jadę przez Lipsk, tak jak ostatnio z Gosię tyle że w przeciwnym kierunku. Dmucha coraz mocniej, a ja zaczynam odczuwać oznaki wczorajszej jazdy. Kuźwa jak ciężko...DW664 w remoncie, ale widać że praca wre i wreszcie wredny odcinek od ronda w stronę granicy będzie zrobiony. Skręcam na północ, z wiatrem wcale nie jest lepiej, za to można posmakować trochę Podlaskich klimatów. Uwielbiam te rejony. Zaczyna się w końcu las - Puszcza Augustowska, na mapie widzę granicę na Wołkuszance. Chwilę dalej jest cel mojej wycieczki - rzeczne przejście graniczne Rudawka i śluza Kurzyniec. Oczywiście wszystko na głucho zamknięte. Pozostaje dokonać dokumentacji fotograficznej i wracać do domu.

O ile wiatr teraz będzie pomagał, o tyle słońce zza chmur wylazło i pokazuje na co je stać. Dobre i tyle, do tej pory nie grzało. Staję pod sklepem, tradycyjny zestaw - lodzik, cola, drożdżówka i woda do pustych już bidonów. Piękna droga do Gruszek, jadę nią tylko kawałek i odbijam w teren po trzy kolejne brakujące śluzy - Kudrynki, Tartak i Sosnówek. O dziwo przy czterech ostatnich na terenie Polski śluzach nie ma nikogo, szok. Do tej pory w tych stronach byłem tylko szosowym rowerem, a te są z szosy niedostępne. Na ostatniej z nich trafiłem nawet na śluzowania kajaków :) Wracam na asfalt, jest koło południa, ruch taki jak wczoraj przy Stańczykach. Mnóstwo rowerów a jeszcze więcej aut. Co ciekawe większość z pustymi uchwytami na dachach, ale pewnie z Augustowa te 20 km to za dużo, lepiej dupę zawieźć na miejsce siedząc w klimatyzowanym wnętrzu. Co kto lubi...W sumie lepsze to niż Seba w golfie, przynajmniej nie wyprzedzają na gazetę...

Muszę zrobić małą przerwę na dużą potrzebę, przy okazji rozciągam czworogłowe, bo niestety zaczynam odczuwać lewe kolano. Nie boli, daje tylko znać o sobie gdy mocniej przycisnę. GORĄCO !!! Na liczniku ponad trzy dychy, trochę spada gdy jakaś chmurka słonko przykryje. Przejazd przez Augustów to jakiś horror (dwa tygodnie temu było całkiem miło), rynek wygląda jak Monciak lub inne Krupówki, brrrrrrr, szybka stąd ewakuacja. Na szesnastce wreszcie spokój, w końcu jest normalny ruch, droga pomiędzy Augustowem a Ełkiem do żadnych atrakcji nie prowadzi. W Rutkach robię jeszcze jedną pauzę, wlewam w bidon wymieszane zimne piwo z zimną colą i na tym paliwie popychany już mocnym porywistym wiatrem docieram do domu.

Chęć spędzona, choć zdecydowanie wolałbym te dwieście przekręcić nocą. Byłoby zdecydowanie przyjemniej, chłodniej i bezwietrznie. Trasa do Rudawki leżała w szufladzie z pomysłami już jakiś czas, mogła poleżeć jeszcze trochę. Umordowałem się drugim dniem walki ze słońcem, chyba nie szybko wpadnę znów na pomysł dłuższej wycieczki przy takiej pogodzie. Póki co dość mam go dość. Odnośnie kolana nie jest źle, test schodów zarówno w górę jak i w dół wypadł pozytywnie, ale ciągle tam coś siedzi, a ja nie wiem jak to wyeliminować.







Kategoria >150


Dane wyjazdu:
281.98 km 0.00 km teren
11:58 h 23.56 km/h:
Maks. pr.:54.72 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1979 m
Kalorie: 8677 kcal

Niestety pogoda pokrzyżowała plany

Czwartek, 11 czerwca 2020 · dodano: 12.06.2020 | Komentarze 0

Pogoda za oknem strasznie niestabilna. W ostatni czwartek z powodu możliwych burz z wyjazdu zrezygnowałem, następne dni to siedzenie z nosem w prognozie pogody. Byłem już strasznie nabuzowany, ale wielokrotnie widziane okienko pogodowe, po kilku godzinach było już tylko wspomnieniem. Każde kolejne przeliczenie w prognozach zmieniało się diametralnie, do tego każdy portal pokazywał co innego. Od tego wszystkiego tylko głowa boli. Jeśli nie muszę to unikam burz, dwa razy będąc na rowerze o mały włos nie skończyło się tragicznie, więcej losu kusić nie będę.

Wypatrzyłem szansę na czwartek, co prawda z prawdopodobieństwem, ale po południu. Trasa ustalona, zrobiłem listę zadaszonych przystanków autobusowych i innych miejsc gdzie się można skryć, tak na wszelki wypadek. Ustalamy wyjazd pod powrotny pociąg dla Gosi, można się spokojnie wyspać, bo start dopiero koło siódmej. Noc niestety bardzo słaba, ledwie zasnąłem przyszła burza z porywistym wiatrem, nie spałem ze dwie godziny. Rano jest jeszcze bardzo mokro, w cieniu chlapie spod kół przez dobre dwie godziny od wyjazdu. Wieje lekko, początkowo ze zmiennych kierunków, czasami pomaga. Do Bakałarzewa w miarę sprawnie, choć spodziewałem się, że uda się jechać szybciej, no nic, trzeba brać to co jest aktualnie pod nogą małżonki. Do Suwałk już ciężko, zrobiło się gorąco, a wiatr się w końcu zdecydował i zaczął wiać ze wschodu. To dobrze, ale jeszcze nie teraz. Przystanek chciałem zrobić gdzieś za miastem, ale wyszło inaczej, stajemy pod sklepem gdzieś na jednym z osiedli.

Zimna cola, drożdżówka oraz chwila w cieniu i trzeba ruszyć tyłek. Bardzo lubię odcinek do Rutki, jest uroczy, ale dziś jest masakryczny ruch na drodze. Zjechała się cała Polska, jakiś dramat. Od Rutki Tartak zaczyna dmuchać w plecy, o tak, to jest dobre, ale niestety w ten sposób wiatr zupełnie nie chłodzi. Podjazd pod Rowelską Górę wchodzi super, głownie za sprawą wiatru, nie robię go na wynik, więc w połowie czekam na Małgosię. Za chwilę mamy Wiżajny, tu zaplanowaliśmy kolejny postój. Lody, zimny radler 0%, kolejna cola i woda do bidonu, ależ się nie chce z cienia wychodzić.

Na niebie sporo chmur, gdy słonko przykryją temperatura spada poniżej 30, da się żyć. Ogólnie nie lubię ciepła, zdecydowanie wolę jazdę przy 10 stopniach niż 25 lub więcej, a Gosia odczuwa to jeszcze bardziej. Widzę jak się kobieta męczy, a przed nami jeszcze szmat drogi. Trójstyk granic odpuszczamy, byliśmy tu kilka razy, kulminacja ruchu drogowego w okolicy mostów w Stańczykach. Masakra jakaś -więcej warszawiaków niż w Warszawie. Obiecuję postój w Gołdapi i jakoś się tam doturlaliśmy. Kolejna zimna cola, klimatyzowany sklep, ja się stąd nie ruszam...

Kawałek za rynkiem na drogowskazie widać "Ełk", Gosia chce tam jechać, stajemy na naradę.
- Którędy to?
- No, najkrótszą drogą to będzie - Kowale, Olecko, Gąski...
- Nie, tędy na pewno nie pojadę.

Turlamy się więc dalej, a mi w głowie kiełkuje plan. Mianowicie - wracamy do domu, prysznic, porządna szama i zrzucenie niepotrzebnie wiezionego bagażu. Jest mi wszystko jedno, czy pojadę trasę Kętrzyn-Bartoszyce-Biskupiec i szesnastką do domu, czy zrobię dwa razy Ełk-Augustów. Ważny jest wynik. Małgosi kilometrowo wyjdzie to samo, wrócić do domu, czy jechać do Kętrzyna i tłuc się stamtąd pociągiem. Po minie małżonki widzę że ziarno padło na podatny grunt, niestety mamy przed sobą dobre 15 kilometrów wrednej nawierzchni.
Jeśli chodzi o mnie to czuję się świetnie, nic mi nie dolega, lewe kolano w porządku. Obawiałem się pleców, bo znów mnie coś rąbnęło kilka dni wcześniej, ale jest super. Temperatura powoli zaczyna spadać, choć jest dopiero 18ta, także wiatr powoli gaśnie.

W Kruklankach jestem w tym roku chyba szósty czy siódmy raz, ale dotychczas tylko przelotem, tym razem stajemy na lody i kolejną colę. Stąd do domu już rzut beretem, nie wiem czy za sprawą niższej temperatury, czy zbliżającej się wizji domu Gosia jedzie szybciej :) Na ostatnim postoju zerkam w prognozy, żadnych burz nie zapowiadają, ale dla wszystkiego rzucam jeszcze okiem na radar. Dzień dobry... Od Białorusi nadciąga opad wieloskalowy, z burzami na czele zmierzającymi centralnie na Ełk. Pięknie, kuźwa, pięknie. Bokiem nie pójdzie, jeśli chmura sięga od Wilna po Katowice...

Jadę i myślę co dalej. Jeśli będzie szło wolno, to zjem, przebiorę się w czyste i wyskoczę jeszcze na dwie godzinki. Energia mnie rozpiera, czuję się świetnie, chęć do jazdy wielka, a zmęczenia prawie nie ma. Srali muchy, będzie wiosna... Burzowe chmury na horyzoncie widać już w Wydminach, za Juchami są sporo bliżej, a przed samym Ełkiem na niebie zaczyna pojawiać się granat. Postanawiam jednak odpuścić, nie będę ryzykował zdrowia i życia, gdy nie muszę. Na imprezie gdy trzeba dotrzeć do celu, gdy zegarek tyka jest inaczej,  jest motywacja. Teraz nic nie muszę.

Padać zaczęło jakieś pół godziny po dotarciu do domu, burza nie była tak gwałtowna jak dzień wcześniej, na szczęście .Gdyby zastała mnie w trasie nie byłoby (poza ulewnym deszczem), z nią większego problemu. Ale kto mógł to przewidzieć? Postanawiam dokręcić jutro brakujący dystans, nie będę się pałował po nocy jeżdżąc po kałużach, ruszę jutro rano po normalnie. Wiem że trzysta i dwieście to nie to samo co pięćset, ale niech się chociaż w statystykach dystans zgadza. Jak zawsze pozostaje  niedosyt, niestety podjęte po drodze decyzje (takie a nie inne), sprawiły że tak się skończył ten dzień. Nie zostawię tego tak, gdy tylko pojawi się okazja i będą możliwości ruszę w trasę przejechać pół tysiaka na raz.




Kategoria >200, z Gosią


Dane wyjazdu:
25.50 km 0.00 km teren
01:09 h 22.17 km/h:
Maks. pr.:37.08 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 85 m
Kalorie: 603 kcal
Rower:żwirek

totalny niechcic (praca)

Środa, 10 czerwca 2020 · dodano: 12.06.2020 | Komentarze 0

Od tego patrzenia w prognozy już mi się niedobrze robi. Co przeliczenie to zmiana, raz pada, raz nie, weź tu coś zaplanuj... Nie wstawałem wcześniej bo miało lać solidnie z rana, poza tym jedna z opcji na dłuższy wyjazd przewidywała start wieczorem. Oczywiście jest sucho. Nie mam na nic ochoty, jadę tylko rundkę wokół Ełckiego.

Kategoria dom/praca