Info
Więcej o mnie. GG: 5934469
odwiedzone gminy
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2024, Październik8 - 0
- 2024, Wrzesień17 - 0
- 2024, Sierpień6 - 0
- 2024, Lipiec9 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj18 - 0
- 2024, Kwiecień25 - 0
- 2024, Marzec33 - 0
- 2024, Luty33 - 0
- 2024, Styczeń27 - 0
- 2023, Grudzień25 - 0
- 2023, Listopad25 - 0
- 2023, Październik22 - 0
- 2023, Wrzesień30 - 0
- 2023, Sierpień31 - 0
- 2023, Lipiec32 - 0
- 2023, Czerwiec32 - 0
- 2023, Maj37 - 0
- 2023, Kwiecień31 - 0
- 2023, Marzec30 - 0
- 2023, Luty30 - 0
- 2023, Styczeń29 - 0
- 2022, Grudzień27 - 0
- 2022, Listopad26 - 0
- 2022, Październik33 - 0
- 2022, Wrzesień27 - 0
- 2022, Sierpień33 - 0
- 2022, Lipiec35 - 4
- 2022, Czerwiec38 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień31 - 0
- 2022, Marzec36 - 3
- 2022, Luty27 - 0
- 2022, Styczeń28 - 0
- 2021, Grudzień31 - 0
- 2021, Listopad23 - 0
- 2021, Październik33 - 0
- 2021, Wrzesień29 - 0
- 2021, Sierpień30 - 0
- 2021, Lipiec29 - 0
- 2021, Czerwiec34 - 4
- 2021, Maj35 - 2
- 2021, Kwiecień26 - 3
- 2021, Marzec37 - 0
- 2021, Luty34 - 1
- 2021, Styczeń38 - 0
- 2020, Grudzień32 - 1
- 2020, Listopad27 - 2
- 2020, Październik29 - 0
- 2020, Wrzesień25 - 0
- 2020, Sierpień23 - 4
- 2020, Lipiec35 - 2
- 2020, Czerwiec33 - 2
- 2020, Maj30 - 2
- 2020, Kwiecień32 - 10
- 2020, Marzec27 - 0
- 2020, Luty30 - 0
- 2020, Styczeń20 - 3
- 2019, Grudzień25 - 4
- 2019, Listopad36 - 4
- 2019, Październik32 - 0
- 2019, Wrzesień28 - 0
- 2019, Sierpień23 - 3
- 2019, Lipiec23 - 0
- 2019, Czerwiec24 - 3
- 2019, Maj29 - 2
- 2019, Kwiecień28 - 3
- 2019, Marzec23 - 0
- 2019, Luty34 - 0
- 2019, Styczeń34 - 5
- 2018, Grudzień29 - 2
- 2018, Listopad31 - 0
- 2018, Październik25 - 1
- 2018, Wrzesień24 - 7
- 2018, Sierpień26 - 3
- 2018, Lipiec27 - 0
- 2018, Czerwiec26 - 3
- 2018, Maj29 - 4
- 2018, Kwiecień27 - 0
- 2018, Marzec34 - 4
- 2018, Luty40 - 1
- 2018, Styczeń35 - 1
- 2017, Grudzień33 - 2
- 2017, Listopad35 - 1
- 2017, Październik26 - 0
- 2017, Wrzesień26 - 2
- 2017, Sierpień25 - 6
- 2017, Lipiec31 - 2
- 2017, Czerwiec23 - 0
- 2017, Maj28 - 4
- 2017, Kwiecień26 - 6
- 2017, Marzec30 - 1
- 2017, Luty21 - 9
- 2017, Styczeń24 - 13
- 2016, Grudzień34 - 3
- 2016, Listopad27 - 2
- 2016, Październik33 - 0
- 2016, Wrzesień23 - 11
- 2016, Sierpień25 - 4
- 2016, Lipiec37 - 3
- 2016, Czerwiec24 - 12
- 2016, Maj33 - 2
- 2016, Kwiecień30 - 19
- 2016, Marzec30 - 6
- 2016, Luty30 - 0
- 2016, Styczeń30 - 15
- 2015, Grudzień33 - 4
- 2015, Listopad16 - 0
- 2015, Październik30 - 3
- 2015, Wrzesień31 - 5
- 2015, Sierpień27 - 19
- 2015, Lipiec31 - 27
- 2015, Czerwiec36 - 7
- 2015, Maj34 - 10
- 2015, Kwiecień24 - 6
- 2015, Marzec30 - 11
- 2015, Luty25 - 7
- 2015, Styczeń28 - 13
- 2014, Grudzień29 - 10
- 2014, Listopad31 - 10
- 2014, Październik25 - 11
- 2014, Wrzesień29 - 6
- 2014, Sierpień28 - 23
- 2014, Lipiec38 - 21
- 2014, Czerwiec30 - 23
- 2014, Maj35 - 8
- 2014, Kwiecień31 - 16
- 2014, Marzec27 - 18
- 2014, Luty30 - 9
- 2014, Styczeń35 - 16
- 2013, Grudzień26 - 5
- 2013, Listopad34 - 7
- 2013, Październik32 - 11
- 2013, Wrzesień29 - 10
- 2013, Sierpień40 - 5
- 2013, Lipiec18 - 10
- 2013, Czerwiec26 - 12
- 2013, Maj25 - 17
- 2013, Kwiecień25 - 21
- 2013, Marzec24 - 10
- 2013, Luty30 - 4
- 2013, Styczeń38 - 1
- 2012, Grudzień25 - 4
- 2012, Listopad29 - 0
- 2012, Październik31 - 7
- 2012, Wrzesień29 - 7
- 2012, Sierpień31 - 8
- 2012, Lipiec34 - 33
- 2012, Czerwiec35 - 20
- 2012, Maj36 - 10
- 2012, Kwiecień30 - 13
- 2012, Marzec27 - 29
- 2012, Luty42 - 39
- 2012, Styczeń42 - 20
- 2011, Grudzień28 - 5
- 2011, Listopad30 - 3
- 2011, Październik34 - 4
- 2011, Wrzesień57 - 26
- 2011, Sierpień55 - 14
- 2011, Lipiec41 - 24
- 2011, Czerwiec55 - 18
- 2011, Maj57 - 36
- 2011, Kwiecień52 - 21
- 2011, Marzec50 - 3
- 2011, Luty29 - 5
- 2011, Styczeń3 - 0
- 2010, Listopad12 - 1
- 2010, Październik32 - 0
- 2010, Wrzesień43 - 1
- 2010, Sierpień3 - 0
it outsourcing
Dane wyjazdu:
24.70 km
0.00 km teren
01:06 h
22.45 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Focus Cayo 4.0
powrót do Krakowa
Niedziela, 14 czerwca 2015 · dodano: 16.06.2015 | Komentarze 0
Wracam wspólnie z Jackiem (Turystą), posiedziałem trochę na pełnym ludzi Rynku, pociąg spóźniony o 45 minut. Pospałem w sumie może ze 1,5-2 h po drodze. Przesiadka w Działdowie. Kategoria <50
Dane wyjazdu:
302.80 km
0.00 km teren
13:01 h
23.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Focus Cayo 4.0
Maraton Podróżnika
Sobota, 13 czerwca 2015 · dodano: 16.06.2015 | Komentarze 4
Startuję w drugiej grupie, o 8.05. Na początek przejazd przez Kraków, sporo świateł, na każdym postoju czuć palące słońce. Jedzie mi się świetnie, przed startem ostrym zjadłem wafelka, porozciągałem się i po kilku minutach ruszmy. Grupa się porwała, cały czas hopki po 7-8%, ale krótkie. Kończą mi się płyny, krzyczę na chłopaków że staniemy na minutkę, ale koledzy pomknęli dalej. Została ze mną Monika i kilka dobrych km jedziemy razem. Gdy na zjeździe w Łapanowie przestrzeliliśmy skręt, nawróciliśmy, trafiamy na grupę gdzie jedzie Wigor. Można trochę w peletonie odpocząć. Pierwszy konkretniejszy podjazd za Tarnawą mnie niestety zabił. Żar z nieba okrutny, w pewnym momencie pulsometr pokazał 185, a moje max jak do tej pory tętno to 182. Wystraszyłem się strasznie, odpocząłem trochę, dysząc jak parowóz, skończyłem podjazd, dogoniłem grupę. Na zjeździe tętno nie spada poniżej 140, tak źle jeszcze nigdy nie było. Robimy kolejny pit stop, w Limanowej. Obok sklepu jest apteka, kupuję magnez, bo zaczynają się skurcze, wciągam od razu trzydniową dawkę. Do tego zimny lodzik. Jest ciut lepiej, ale kolejna góra jest jeszcze gorsza, nie jest wcale stroma, nie brakuje mi siły, ale skurcze coraz częściej, non stop zadyszka. Tutaj już pilnuję bardzo pulsometru, gdy dobija do stu siedemdziesięciu kilku zatrzymuje się i odpoczywam, grupa mi ucieka, lepiej na chwilę zejść z roweru niż na zawsze z tego świata. Podjazd zaliczam z trzema czy czterema odpoczynkami. Czy to wogóle ma sens??Muszę odpocząć, na liczniku ciut ponad 100 km, a ja mam straszne skurcze, zawroty głowy, jakieś mroczki przed oczami, a na jedzenie nie mogę patrzeć. Wiem już, że dziś nic z tego nie będzie, myślę czy nie zawrócić póki jeszcze blisko. Ostatecznie położyłem się na przystanku na kilka minut, przemysłem sytuację i postanawiam jechać na pierwszy PK. Kolejne uzupełnienie bidonów, wciskam w siebie drożdżówkę powstrzymując się cudem przed wymiotami. Gdy idę siknąć widzę ze mocz jest pomarańczowy. Czad. Wypiłem coś koło 5 litrów, a jestem skrajnie odwodniony, żar z nieba jest tak okrutny, że nie jestem w stanie ubytków uzupełnić. Skurcze łapią cały czas, cale szczęście nie mocno i krótko. Magnez łykam co chwilę, blister połykam tak jak małe dziecko paczkę żelków :). Wzdłuż Dunajca niezły wmordewind, cale szczęście po płaskim, doganiam dwójkę ludzi aby powieźć się im trochę na kole, ale za chwilę pękają - czyżby ktoś czuł się jeszcze gorzej ode mnie?. W Krościenku spotykam kolegów z Lublina, z których jeden też ma dość. Miałem jechać już DW969 prosto do Nowego Targu, ale ostatecznie skręcam z kolegami na południe, kolejne podjazdy, kolejne skurcze, kolejne zgony i odpoczynki aby uspokoić serducho. Po co mi to było?? Mogłem jechać prosto, byłoby zdecydowanie lżej...
Wspólnie turlamy się, zaliczając jeszcze jedna wizytę w sklepie, kupuję też krem do opalania, choć przydałby się taki na oparzenia słoneczne, spalone przedramiona mam bardzo. Tutaj też pierwsze pchanie roweru pod górkę, było już za ostro a na stojaka jechać nie chciałem. Docieramy na punkt, chwila w przyjemnym chłodku pozwala wcisnąć w siebie obiad, głodu dalej nie odczuwam. Posiedziałem prawie godzinę, o 17 w końcu zaczęło się robić chłodniej. Siłę do jazdy mam, nawodniłem się tyle ile mogłem, w głowie już się nie kręci, ale perspektywa dalszej jazdy mnie przeraża, co będzie jak na Słowacji zasłabnę?? - chyba lepiej losu nie kusić.
Ruszam sam, walcząc ze skurczami na każdym podjeździe, cale szczęście nie było sztywnych. Tatry widzę, co prawda nie z bliska - innym razem... Dobijam do Krajowki, w Nowym Targu wkładam głowę w fontannę na rynku, cudowne uczucie orzeźwienia i słony smak potu w ustach. Na drodze ruch duży, za miastem spory podjazd a potem świetny zjazd, prędkość dobiła do 68 km/h, więcej już się bałem jechać. Jest lepiej, bo nie kręcąc wcale tętno spada już do 120 (normalnie powinno być około 90, więc potwierdza się to co myślałem - od samej temperatury i niewystarczającego nawodnienia jest +30 uderzeń). W Rabce obserwuję pierwsze pioruny na niebie, słońce chowa się za chmurkę, co za ulga, w końcu jest mniej niż 30 stopni. Kilka minut na Orlenie, bo znowu pusto w bidonach, wciskam w siebie drożdżówkę, ale dalej mam odruch wymiotny. Zastanawiam się jak jechać, czy łatwo krajówką do Krakowa czy odbić w lewo i skończyć maraton po przewidzianej trasie. Jako że jest mi już dużo lepiej decyduję się na trudniejszy wariant. Podjazd na Makowską Górę to mordęga, stawałem kilka razy, kilka razy wpychałem, stromizna taka ze buty ślizgały się po asfalcie prowadząc rower. Zjazd jeszcze bardziej stromy, serpentyny, wąsko, puścisz hamulce na chwilę i od razu 5 dych na liczniku. Obręcze się zagotowały, musiałem chwilę poczekać aż przestygną . Czy ja na pewno dobrze wybrałem?? Po co mi to było??
Patrzę w ekran Garmina czy nie da się pojechać jakoś inaczej, ale droga wydaje się w miarę optymalna. Męczę wiec się dalej, kolejne podjazdy, kolejne skurcze, w międzyczasie robi się ciemnawo, wiec czas się przygotować do nocnej jazdy. W Kalwarii Zebrzydowskiej fajny widok na Zakon na górce, krajówka tylko chwilę i dalej lokalne wąskie dróżki. Do tej pory asfalty były dobre, w końcu się zepsuły, ciężko jechać na latarce po dziurach, tym bardziej na zjazdach. Ustawiam Dakotę na ciągłe podświetlenie, przynajmniej wiem kiedy i w którą stronę będzie skręt. W bidonach znowu sucho, miałem nadzieję że przy DK44 znajdę coś otwartego (było już po 22giej) ale niestety nic, zero. Przy drodze rodzinna nasiadówka, grillik, muzyczka... (ehh czasem się zastanawiam czy nie lepiej byłoby tak czas spędzać :P), wjeżdżam więc na imprezę prosząc o wodę :) Musiałem fajnie wyglądać, jak jakieś egzotyczne zwierzę, bo furorę tam zrobiłem, a na pytanie - "skąd Pan jedzie" - odpowiadam - "z Mazur :), jestem chłop z Mazur". Kilometrów do celu coraz mniej, nawet dosyć szybko znikają, może dlatego że trzeba cały czas trzeba być skupionym. Drogi wąskie, kręte, ciemne - zupełnie inaczej gdy się nocą jedzie Wojewódzką czy Krajową, na której są słupki i pasy na jezdni namalowane - tutaj jedna wielka ciemność poprzecinana wioskami. Ostatnie trzy dyszki przed bazą z bólem lewego kolana, skurcze przeszły (jedynie przy mocniejszym depnięciu coś czułem), niebo co chwila przecinają błyskawice - czy zdążę przed burzą?? może pójdzie bokiem??
Docieram do Bazy o 0.40, wcale nie będąc styrany, tylko to kolano trochę pobolewa, noc do jazdy WYŚMIENITA, ponad dwadzieścia stopni. Na punkcie jest offensive_tomato, którego też upał rozłożył. Wykąpałem się, wypiłem jeszcze litra izotonika, coś tam chyba nawet zjadłem i poszedłem w kimę, choć powracający całą noc uczestnicy pospać nie dali.
kilka zdjęć
Podsumowując. Trasa bardzo ciężka, w normalnych warunkach pewnie podprowadziłbym w kilku miejscach i byłoby OK. Kompletny brak siłowego przygotowania, ale nie ma co się dziwić, zbając o kolana nie mogę mocno deptać w pedały. Wiedziałem że tak niektóre podjazdy mogą się skończyć i nie jest to dla mnie żadną ujmą. Początek był faktycznie dosyć mocny, ale nie wydaje mi się żebym przeszarżował. Piłem cały czas, ale widać że jeszcze za mało, następnym razem w takich warunkach trzeba się dobrze nawodnić dzień przed i z samego rana. Zdarzało mi się już jeździć w takich upałach kilkukrotnie, ale zawsze były to zdecydowanie mniej górzyste trasy... i nie wiem...chyba żeby ta taka była, to by mnie tak nie odcięło. Będzie z czego wyciągać lekcje w przyszłości.
Acha. Podczas jazdy powiedziałem sobie - "żadnego GMRDP nie jadę", dziś już inaczej myślę - wszak cały rok pod tą jedną imprezę zaplanowałem, ale ostateczna decyzja jeszcze nie jest podjęta.
Zaliczone gminy: Wieliczka, Biskupice, Gdów, Łapanów, Limanowa (obszar wiejski), Limanowa (teren miejski), Łukowica, Kamienica, Łącko, Ochotnica Dolna, Krościenko nad Dunajcem, Czorsztyn, Łapsze Niżne, Bukowina Tatrzańska, Nowy Targ (obszar wiejski), Nowy Targ (teren miejski), Rabka-Zdrój, Lubień, Jordanów (obszar wiejski), Jordanów (teren miejski), Bystra-Sidzina, Maków Podhalański, Budzów, Lanckorona, Stryszów, Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Brzeźnica, Czernichów, Krzeszowice.
Dane wyjazdu:
66.00 km
1.00 km teren
03:43 h
17.76 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Focus Cayo 4.0
Malbork wieczorem, Kraków przed świtem i Ojców raniutko
Piątek, 12 czerwca 2015 · dodano: 16.06.2015 | Komentarze 0
Dojeżdżam z przesiadką w Malborku, jest chwila czasu więc jadę pod zamek. Słońce zachodzi, robi się chłodno.W Krakowie jestem przed 4tą, nie spałem wcale. Jadę na Rynek, myślałem że będzie puściutko, ale właśnie kończą się imprezy, pełno pijaństwa i kurewstwa na ulicach, brrrrr. Im dalej od Rynku tym ciszej, jadę pod Wawel, odwiedzam smoka, przy Wiśle jest mi bardzo zimno, więc wracam do centrum skąd kieruję się do Brandysówki. Ruch jeszcze niewielki, ale miasto budzi się już do życia, jadę na luzie, bo niby gdzie mam się spieszyć. Samopoczucie fatalne, dopadło mnie zmęczenie i senność, całe szczęście urozmaicony teren i ciekawe widoki rekompensują to. Zjeżdżam do Doliny Będkowskiej, ostro w dół, dróżka wąska i kręta - przedsmak dzisiejszego dnia. Baza Maratonu jeszcze śpi, siadam na chwilę, jem kanapkę, jest około 6tej, w dolinie słońca jeszcze nie ma - znowu marznę. Miałem odpocząć przed zrobieniem zaplanowanej wizyty w Ojcowie, ale w tej sytuacji nie ma to sensu. Jadę więc z ciężkim plecakiem.
Wyjazd z doliny równie stromy jak zjazd, za to się rozgrzałem :) Robię rundkę po Ojcowskim Parku Narodowym, nie wiem czemu wcześniej zaplanowałem sobie trasę po kamieniach, ze 100-metrowym przewyższeniem. Wpycham rower, grotę Łokietka już odpuszczam. Na powrocie zaliczam jeszcze wizytę w sklepie, melduję się w bazie i idę w końcu spać.
zdjęcia
Zaliczone gminy: Kraków, Zabierzów, Wielka Wieś, Jerzmanowice-Przeginia, Sułoszowa, Skała.
Kategoria >50
Dane wyjazdu:
7.10 km
0.00 km teren
00:20 h
21.30 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Focus Cayo 4.0
do/z pracy
Czwartek, 11 czerwca 2015 · dodano: 16.06.2015 | Komentarze 0
Urwałem się chwilę wcześniej i od razu po robocie na pociąg. Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
21.10 km
0.00 km teren
01:02 h
20.42 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg
Podwieczorek z Gosią
Środa, 10 czerwca 2015 · dodano: 11.06.2015 | Komentarze 0
Wyskoczyliśmy na chwilę, będąc już na klatce schodowej przypomniałem sobie o SMS w sprawie odbioru paczki z paczkomatu - więc był powód. Omijając promenadę przez SSSE do Mrozów, w stronę Regla, potem Szeligi a na koniec singiel wzdłuż wąskotorówki.Dane wyjazdu:
16.30 km
0.00 km teren
00:40 h
24.45 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg
do/z pracy
Środa, 10 czerwca 2015 · dodano: 11.06.2015 | Komentarze 0
Rano chłodnawo (jadąc na krótko góra/dół), potem upalnie. Nie było opcji na nic dłuższego. Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
10.00 km
0.00 km teren
00:25 h
24.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg
do/z pracy
Wtorek, 9 czerwca 2015 · dodano: 10.06.2015 | Komentarze 0
Rano krótko, powrót Kilińskiego sprawdzić jak postęp prac. Przejezdność coraz gorsza, ale coś tam się dzieje, więc jest szansa że będzie lepiej - oby tylko zakazem ruchu rowerów nie uraczyli. Dalej zimno, 12 stopni w czerwcu to lekka przesada... Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
42.30 km
0.00 km teren
01:34 h
27.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg
Selment z rana
Wtorek, 9 czerwca 2015 · dodano: 09.06.2015 | Komentarze 0
Wczoraj trzeba było się zająć rowerem przed wyjazdem. Kółka od przerzutki czasem skrzypiały, tylna opona już mocno płaska i trzeba było zdjąć lemondkę bo to w zasadzie zbędny balast. Zamówionego tydzień temu na bikestacji łańcucha nie widać, oponę na szczęście mam jedną rezerwową (zamówiona tak samo jak łańcuch - jedzie tydzień), łańcucha nie zmieniam - bo nie mam na co. Zamówione nowe oświetlenie jedzie już 3 tygodnie...ehhGdy dzwoni budzik słyszę też dzwonienie kropel o parapet, w dupie... daję pół godziny do przodu. Następnym razem już wstaję, jest mokro ale przesycha, trzeba się zbierać. Pogoda kiepska, niecałe 10 stopni, niebo granatowe, dobrze że wiatr słaby. Zimno, zimno, jadę na długo i zastanawiam się czy jeszcze wiatrówki nie dołożyć, ale jakoś nie chciałem robić przystanków. Generalnie jadę, aby sprawdzić czy z rowerem wszystko w porządku, trasa wokół Selmentu. Dziwnie pusto z przodu, lemondki brakuje, ale w górach bardziej przyda się górny chwyt blisko mostka, a na zjazdach byłaby tylko zbędnym balastem do wiezienia. Od Wiśniowa do Sypitek po mokrym, tutaj też niedawno padało.
Kategoria <50
Dane wyjazdu:
53.60 km
0.00 km teren
02:20 h
22.97 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg
do/z pracy plus
Poniedziałek, 8 czerwca 2015 · dodano: 09.06.2015 | Komentarze 0
Trzeba było sobie odbić choć trochę nierowerowy weekend. Ruszam po 6tej, dzień typowo letni, bezchmurne niebo i zero wiatru, jest co prawda trochę zimno. Wiatr się niestety obudził, początkowo popychał, od Sypitek już niestety w twarz. Przez większość drogi dokuczało lewe kolano, zatrzymałem się na rozciąganie na przystanku i potem czułem je trochę mniej. Coraz cieplej, wiatr jednak skutecznie chłodzi. Na chwilę do domu i potem już promenadą do pracy. Powrót całkiem fajny, ale nadal wiatr mocno wychładza.
Makówek coraz więcej© dodoelk
Dane wyjazdu:
28.40 km
0.00 km teren
01:24 h
20.29 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg




