KATEGORIE

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi dodoelk z miasta Ełk. Przejechałem 192240.84 kilometrów w tym 4539.60 w terenie. Moja średnia prędkość 20.53 km/h
Więcej o mnie. GG: 5934469


odwiedzone gminy



baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy dodoelk.bikestats.pl

Archiwum bloga


it outsourcing
Dane wyjazdu:
24.30 km 0.00 km teren
01:28 h 16.57 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Czwartek, 26 kwietnia 2018 · dodano: 27.04.2018 | Komentarze 0

Kolejny raz do lasu, ale tym razem schować się przed lodowatym wiatrem. Pokręciłem się jeszcze we wczorajszych okolicach, jeszcze jedną drogę można dorysować. Obawiałem się że będzie błoto, ale ziemia wchłonęła całodniowy wczorajszy opad. Niestety jazda po nierównym spowodowała nawrót bólu pleców, więc na jakiś czas trzeba z terenu zrezygnować.

Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
31.30 km 0.00 km teren
01:52 h 16.77 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Środa, 25 kwietnia 2018 · dodano: 26.04.2018 | Komentarze 0

Na szosę nie miałem ochoty, za to miałem chęć na chwilę spokoju. Udało się złapać zawiechę taką że części trasy nie pamiętam. Lubię to. Uświadamiam sobie, że ciągle jeżdżę tymi samymi drogami, a w części lasu nie byłem nigdy. Rozpoczynam więc eksplorację części od autostrady do torów. Na OSM brak tutaj dróg więc zbieram ślad, trzeba będzie znowu JOSM'a odpalić.

Powrót w deszczu, dobrze że trochę zelżał, bo kilka minut przed fajrantem lało bardzo mocno.

Kategoria <50, dom/praca


Dane wyjazdu:
28.20 km 0.00 km teren
01:29 h 19.01 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Wtorek, 24 kwietnia 2018 · dodano: 25.04.2018 | Komentarze 0

Wyjechałem sprawdzić kolana i tyłek. Siedzenie czuję, sczególnie gdy się bardziej wyprostuję puszczając kierownicę, natomiast z kolanami chyba wszystko w porządku. W lesie dużo bardziej zielono, wczoraj popadało i od razu widać zmiany. Do wiosny widzianej na Kaszubach jeszcze kilka dni brakuje, dopiero białe kwiaty się na drzewach pojawiają.
Kategoria <50, dom/praca


Dane wyjazdu:
7.80 km 0.00 km teren
00:27 h 17.33 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 · dodano: 24.04.2018 | Komentarze 0

czwartek + poniedziałek, trasa w jedną stronę
Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
501.90 km 0.00 km teren
20:55 h 24.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

Kaszubska wyprawka

Sobota, 21 kwietnia 2018 · dodano: 24.04.2018 | Komentarze 0

Dojechaliśmy w piątkowe popołudnie. Ciepło i bezwietrznie, szkoda że jutro ma być zupełnie inaczej. No cóż...dobrze że nie będzie padać. Ogarnęliśmy rowery, chwila integracji przy ognisku i około 22giej poszliśmy spać. Noc skróciła się trochę za sprawą śpiewającego za oknem słowika lub innej sikorki, człowiek przyzwyczajony do miejskiego szumu za oknem. Czekam do budzika i czas się zbierać. W kuchni tłum ludzi, czas śniadania, ciężko się do czajnika dopchać. Jeszcze tylko się ubrać, chwila odprawy na której zmarzłem tak, że wkładam przed startem jeszcze wiatrówkę.

Ruszamy równo o 8mej. Tworzy się grupa której przejechaliśmy większość trasy. Pierwsza stówka poszła gładko. Piękne okoliczności przyrody i drogi które nie pozwolą się nudzić. Popas pod sklepem w Szymbarku, dwie bułki, cola i woda, bo poszedł cały zapas zabrany ze startu. Dalej nie jest już tak różowo. Krajobrazy nadal zachwycają, ale wiatr dale popalić. Boczne podmuchy spychają, czasem trzeba jechać ze sporym przechyłem, aby w konsekwencji utrzymać pion. Widoki piękne, ślicznie wyglądają granatowe jeziora i białe grzywy fal. Oj dawno już na takim wietrze nie jeździłem. Zaczyna mnie boleć głowa, jestem zmęczony gorzej niż po ubiegłotygodniowej trzysetce. A to nawet nie 1/3 trasy... Nicto. Damy radę, trzeba w głowie podzielić trasę na mniejsze części. Postanawiamy zrobić dłuższy postój w Brusach. Zeszło sporo czasu, bo dosyć długo czekaliśmy na zamówione dania, ale dzięki temu przestała mnie boleć głowa. Jeszcze szybkie zakupy i ruszamy na najszybszą część trasy.

Do Czerska prostą drogę idealnie pokrywającą się z kierunkiem wiatru, więc wysiłku w kręcenie wkładać praktycznie nie potrzeba. Czuję się zdecydowanie lepiej z pełnym brzuchem. Po drodze widać wielkie połacie wiatrołomów - skutek nawałnic z sierpnia ubiegłego roku. Ależ to musiała być wielka siła, połamać tysiące drzew jak zapałki... To najbardziej położony na południe punkt trasy, do połówki jeszcze trochę brakuje, ale generalnie zaczynamy nad morze wracać. Jest bardziej płasko, sporo lasów, ale są też fragmenty zupełnie odsłonięte pod czołowy wiatr. Kolejny dłuższy postój na stacji w Egiertowie, już po zmroku. Wiatr się uspokoił, nadal mocno dmucha, ale nie ma już tak niebezpiecznych porywów. Ubieram się na nocną jazdę, zmieniam spodenki bo z tyłkiem mam duży problem. Coś w tym roku jest nie tak, na każdym wyjeździe zbyt szybko odczuwam dolegliwości. Nie mam ochoty na kawę, zjadam tylko bułkę i rozrabiam do bidonu proszki antynasenne.

Zamiast być lepiej jest jeszcze gorzej, nic, muszę kolejną stówkę jakoś wytrzymać. Pierwsze kilometry jeszcze jakoś idą, ale zaczyna się dziać coś z prawym kolanem. Boli z boku, coś jakby przyczep. Staram się rozciągać podczas jazdy, dwa razy na krótkich postojach po drodze i nic. Nie wiem jaka jest tego przyczyna. Zbyt dużo górek, czy za mocna jazda. W każdym bądź razie wiem, że samo nie przejdzie, a przed nami jeszcze będzie co podjeżdżać więc łykam tabletkę. Dobre jest to że na bolący tyłek także działa.

Na stacji w Pucku wkładam jeszcze jedną wkładkę i nakładam sporą warstwę smarowidła. Standardowy zestaw czyli kawa + hotdog, zmieniam też rękawiczki na cieplejsze. Zostało 109 km do mety. Jedzie się koszmarnie, nie mam już siły, do tego zaczyna mnie mulić. Do tej pory po proszkach zupełnie nie chciało mi się spać, ale zawsze zaczynałem wieczorem, więc zmęczenie było dużo mniejsze. Tym razem muszę zamknąć oczy na chwilę, 5 minut pomaga mniej więcej na godzinę jazdy. Kolano czuję co jakiś czas, do tego odzywa się także lewe. Podjazd przed Gniewinem wjeżdżam ledwo, ledwo, nie chciałem stawać w pedałach, aby mocniej kolan nie obciążać. Końcówka to typowe zamulanie, toczymy się około 20 km/h niby w grupie, ale osobno. Razem ze słońcem wzmógł się także wiatr, musiałem też zrobić drugi postój na zamknięcie oczu. Nie udało się dojechać w 24 h, spóźniliśmy się 18 minut.

Gdy obudziłem się po jakichś dwóch godzinach pierwsze co robię to sprawdzam kolana. Nie bolą przy dotyku, zginaniu i symulacji kręcenia. Uff, całe szczęście, że to tylko zmęczeniowy problem był. Wręczenie medali, kawa, pakowanie i czas się zbierać w drogę powrotną.

Pięćset to już dystans który boli, to wiedziałem przed startem. Nie spodziewałem się jednak, że ból przyjdzie tak szybko, już po 150 km czułem trudy trasy i odzywający się tyłek. Łatwo nie było, trasa pokonana, kolejne doświadczenie zdobyte.
kilka zdjęć Małgosi, kilka pożyczonych, bo po drodze swoich nie robiłem



Zaliczone gminy - 11: Główczyce, Nowa Wieś Lęborska, Lębork, Studzienice, Dziemiany, Brusy, Nowa Karczma, Przywidz, Somonino, Wejcherowo (teren miejski), Wicko.

Kategoria >300, zawody


Dane wyjazdu:
7.70 km 0.00 km teren
00:26 h 17.77 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Środa, 18 kwietnia 2018 · dodano: 19.04.2018 | Komentarze 0

Popieprzony ten tydzień. Ciągle coś, dziś przynajmniej udało się rowerem do pracy przyjechać...
Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
7.80 km 0.00 km teren
00:25 h 18.72 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Poniedziałek, 16 kwietnia 2018 · dodano: 19.04.2018 | Komentarze 0

Trzeba było się wyspać, więc tylko dojazd. Po południu też nie było czasu na rower, choć pogoda była zacna. Bez wiatru i 15 stopni.
Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
307.60 km 0.00 km teren
13:51 h 22.21 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Gdańsk z żabą i Mariuszem

Niedziela, 15 kwietnia 2018 · dodano: 16.04.2018 | Komentarze 0

Mieliśmy jechać w tygodniu, bo wiało mocno ze wschodu, ale nie wyszło. Prognozy są lepsze pod kątem temperatury, ale wiatr już pomagać nie będzie. W czasie gdy się pakujemy nad miastem przechodzi burza, popadało kilka minut i szybciutko zaczęło przesychać. Wcześniej umawiam się z Mariuszem, że spotkamy się w Giżycku, jemu się nie chce jechać 300 km, a my możemy wyjechać wcześniej.

Ruszamy po 18tej, aby na spokojnie do Giżycka dotrzeć. Jest cieplutko, ale wiatr mamy twarzowy i dosyć mocny. Jest tak jak w prognozie, potem ma się na południowy odkręcić...ale... jak się nie odkręci to będzie słabo. Za Wydminami stajemy na chwilkę na zmianę okularów, okazuje się że okularów Gosi nie ma. Dzwonię do domu, tam też nie ma, więc gdzieś zapakować musieliśmy. Takie to właśnie pakowanie na chwilę przed wyjazdem. Zawsze robię to dzień wcześniej i trzy razy sprawdzam czy wszystko jest. W Giżycku jesteśmy na kilka minut przed pociągiem, okulary się znalazły, zakładam tylko nogawki i wiatrówkę. Odwiedzamy sklep i już ciemną nocą ruszamy dalej we trójkę.

Wiatr zgasł. Elegancko. Jedziemy tempem Gosi, która tak jak zawsze na każdym podjeździe zostaje z tyłu.Mieliśmy stanąć w Świętej Lipce na chwilę, ale sanktuarium nocą nie jest oświetlone (na co liczyliśmy) i ciągniemy na rynek w Reszlu. Miejscówka znana z P1000J, nocą też jest tu ładnie. Rozciąganie, kanapka i maść na zadek. Zaczynają się fatalne asfalty, pomijając krótki odcinek krajówki z Bisztynka do Wozławek. Kolejna porcja dziur do Lidzbarka Warmińskiego z małą przerwą na siku (małżonki) i drzemkę (naszą) na stacji za Wozławkami. W Lidzbarku hot dog i kawa, czyli zestaw standardowy, sypię proszek do bidonu, chociaż spać się w ogóle nie chce. Przed nami 67 km do Pasłęka po nowej drodze. W końcu będzie gładko, ale towarzysze podróży zaczynają przysypiać, więc czeka nas drzemka na przystanku. Za Ornetą obudził się wiatr, wieje z południa więc zgodnie z planem, grunt że mocno nie przeszkadza, jeno trochę wychładza. W Pasłęku towarzystwo znowu idzie w kimę na przystanku, ja zamykam tylko oczy na chwilę. Przerw mamy bardzo dużo, chwilę po ruszeniu na stacji przed Elblągiem, a potem w samym Elblągu. Wciągam kolejny pakiet czyli hot-doga z kawą. Jest 7ma rano. Zostało jakieś 70 km i mało i dużo zarazem. Ruch na siódemce nie jest duży, więc odpuszczamy objazdy i jedziemy prosto trochę DDRami, trochę asfaltem. W Nowym Dworze wracamy jednak na ślad i bocznymi drogami z minimalnym ruchem docieramy do mostu. Po przeprawie przez Wisłę, przez Wiślinkę do Przejazdowa, na 500 metrów przed Zieloną Bramą Gosia łapie gumę. Zmiana poszła opornie, niby oczy mi się nie kleją ale do sprawności umysłowej brakuje dużo. 

Robimy krótką przejażdżkę po starówce, Mariusz rusza na SKM, a my lokujemy się na ławce. Wciągamy śniadanie, jest otwarty sklep (trzeba się do nowej sytuacji przyzwyczaić), zakupy na drogę i spokojnie na dworzec.

kilka fotek

Kategoria >300, z Gosią


Dane wyjazdu:
7.70 km 0.00 km teren
00:23 h 20.09 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy

Sobota, 14 kwietnia 2018 · dodano: 16.04.2018 | Komentarze 0

Ciepło. Wstałem maksymalnie późno żeby się dobrze wyspać, bo kolejna noc na rowerze.
Kategoria dom/praca


Dane wyjazdu:
38.00 km 0.00 km teren
01:57 h 19.49 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Piątek, 13 kwietnia 2018 · dodano: 14.04.2018 | Komentarze 0

Dawno nie byłem w okolicy Miluk, więc trzeba się było wybrać. Ależ powycinali hektary lasu...do tego poryte ciężkim sprzętem drogi. 


Kategoria dom/praca, <50