Info
Więcej o mnie. GG: 5934469
odwiedzone gminy
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2024, Październik8 - 0
- 2024, Wrzesień17 - 0
- 2024, Sierpień6 - 0
- 2024, Lipiec9 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj18 - 0
- 2024, Kwiecień25 - 0
- 2024, Marzec33 - 0
- 2024, Luty33 - 0
- 2024, Styczeń27 - 0
- 2023, Grudzień25 - 0
- 2023, Listopad25 - 0
- 2023, Październik22 - 0
- 2023, Wrzesień30 - 0
- 2023, Sierpień31 - 0
- 2023, Lipiec32 - 0
- 2023, Czerwiec32 - 0
- 2023, Maj37 - 0
- 2023, Kwiecień31 - 0
- 2023, Marzec30 - 0
- 2023, Luty30 - 0
- 2023, Styczeń29 - 0
- 2022, Grudzień27 - 0
- 2022, Listopad26 - 0
- 2022, Październik33 - 0
- 2022, Wrzesień27 - 0
- 2022, Sierpień33 - 0
- 2022, Lipiec35 - 4
- 2022, Czerwiec38 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień31 - 0
- 2022, Marzec36 - 3
- 2022, Luty27 - 0
- 2022, Styczeń28 - 0
- 2021, Grudzień31 - 0
- 2021, Listopad23 - 0
- 2021, Październik33 - 0
- 2021, Wrzesień29 - 0
- 2021, Sierpień30 - 0
- 2021, Lipiec29 - 0
- 2021, Czerwiec34 - 4
- 2021, Maj35 - 2
- 2021, Kwiecień26 - 3
- 2021, Marzec37 - 0
- 2021, Luty34 - 1
- 2021, Styczeń38 - 0
- 2020, Grudzień32 - 1
- 2020, Listopad27 - 2
- 2020, Październik29 - 0
- 2020, Wrzesień25 - 0
- 2020, Sierpień23 - 4
- 2020, Lipiec35 - 2
- 2020, Czerwiec33 - 2
- 2020, Maj30 - 2
- 2020, Kwiecień32 - 10
- 2020, Marzec27 - 0
- 2020, Luty30 - 0
- 2020, Styczeń20 - 3
- 2019, Grudzień25 - 4
- 2019, Listopad36 - 4
- 2019, Październik32 - 0
- 2019, Wrzesień28 - 0
- 2019, Sierpień23 - 3
- 2019, Lipiec23 - 0
- 2019, Czerwiec24 - 3
- 2019, Maj29 - 2
- 2019, Kwiecień28 - 3
- 2019, Marzec23 - 0
- 2019, Luty34 - 0
- 2019, Styczeń34 - 5
- 2018, Grudzień29 - 2
- 2018, Listopad31 - 0
- 2018, Październik25 - 1
- 2018, Wrzesień24 - 7
- 2018, Sierpień26 - 3
- 2018, Lipiec27 - 0
- 2018, Czerwiec26 - 3
- 2018, Maj29 - 4
- 2018, Kwiecień27 - 0
- 2018, Marzec34 - 4
- 2018, Luty40 - 1
- 2018, Styczeń35 - 1
- 2017, Grudzień33 - 2
- 2017, Listopad35 - 1
- 2017, Październik26 - 0
- 2017, Wrzesień26 - 2
- 2017, Sierpień25 - 6
- 2017, Lipiec31 - 2
- 2017, Czerwiec23 - 0
- 2017, Maj28 - 4
- 2017, Kwiecień26 - 6
- 2017, Marzec30 - 1
- 2017, Luty21 - 9
- 2017, Styczeń24 - 13
- 2016, Grudzień34 - 3
- 2016, Listopad27 - 2
- 2016, Październik33 - 0
- 2016, Wrzesień23 - 11
- 2016, Sierpień25 - 4
- 2016, Lipiec37 - 3
- 2016, Czerwiec24 - 12
- 2016, Maj33 - 2
- 2016, Kwiecień30 - 19
- 2016, Marzec30 - 6
- 2016, Luty30 - 0
- 2016, Styczeń30 - 15
- 2015, Grudzień33 - 4
- 2015, Listopad16 - 0
- 2015, Październik30 - 3
- 2015, Wrzesień31 - 5
- 2015, Sierpień27 - 19
- 2015, Lipiec31 - 27
- 2015, Czerwiec36 - 7
- 2015, Maj34 - 10
- 2015, Kwiecień24 - 6
- 2015, Marzec30 - 11
- 2015, Luty25 - 7
- 2015, Styczeń28 - 13
- 2014, Grudzień29 - 10
- 2014, Listopad31 - 10
- 2014, Październik25 - 11
- 2014, Wrzesień29 - 6
- 2014, Sierpień28 - 23
- 2014, Lipiec38 - 21
- 2014, Czerwiec30 - 23
- 2014, Maj35 - 8
- 2014, Kwiecień31 - 16
- 2014, Marzec27 - 18
- 2014, Luty30 - 9
- 2014, Styczeń35 - 16
- 2013, Grudzień26 - 5
- 2013, Listopad34 - 7
- 2013, Październik32 - 11
- 2013, Wrzesień29 - 10
- 2013, Sierpień40 - 5
- 2013, Lipiec18 - 10
- 2013, Czerwiec26 - 12
- 2013, Maj25 - 17
- 2013, Kwiecień25 - 21
- 2013, Marzec24 - 10
- 2013, Luty30 - 4
- 2013, Styczeń38 - 1
- 2012, Grudzień25 - 4
- 2012, Listopad29 - 0
- 2012, Październik31 - 7
- 2012, Wrzesień29 - 7
- 2012, Sierpień31 - 8
- 2012, Lipiec34 - 33
- 2012, Czerwiec35 - 20
- 2012, Maj36 - 10
- 2012, Kwiecień30 - 13
- 2012, Marzec27 - 29
- 2012, Luty42 - 39
- 2012, Styczeń42 - 20
- 2011, Grudzień28 - 5
- 2011, Listopad30 - 3
- 2011, Październik34 - 4
- 2011, Wrzesień57 - 26
- 2011, Sierpień55 - 14
- 2011, Lipiec41 - 24
- 2011, Czerwiec55 - 18
- 2011, Maj57 - 36
- 2011, Kwiecień52 - 21
- 2011, Marzec50 - 3
- 2011, Luty29 - 5
- 2011, Styczeń3 - 0
- 2010, Listopad12 - 1
- 2010, Październik32 - 0
- 2010, Wrzesień43 - 1
- 2010, Sierpień3 - 0
it outsourcing
Dane wyjazdu:
42.40 km
0.00 km teren
01:43 h
24.70 km/h:
Maks. pr.:41.76 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:156 m
Kalorie: 1141 kcal
Rower:żwirek
rozkręcić nóżkę po 11tu godzinach snu...(praca)
Poniedziałek, 3 sierpnia 2020 · dodano: 04.08.2020 | Komentarze 0
Przejechać autem 500 km po zrobieniu 500 km rowerem i niecałych dwóch godzinach snu to nie lada wyczyn. Odespałem za to porządnie we własnym łóżku i o dziwo rano byłem już na rowerowym głodzie. Tradycyjny objazd Selmętu. Cisza, spokój i przyjemny poranny chłodek.Powrót w ciepłej mżawce.
Dane wyjazdu:
524.00 km
0.00 km teren
17:47 h
29.47 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Focus Cayo 4.0
Kórnicki Maraton Turystyczny 2020
Sobota, 1 sierpnia 2020 · dodano: 03.08.2020 | Komentarze 3
Kilka godzin przed wyjazdem Gosia dowiaduje się, że niestety nie może jechać, nie dostanie wolnego z pracy. Jacierpiedolę. Patrzę w rozkład kolejowy, dojechać i wrócić się da, ale szans na kupienie biletu na rower dzień przed wyjazdem w wakacyjny weekend nie ma. Zostaje dojazd autem, tak jak planowaliśmy, ale będę musiał jechać sam, prawie pięć stów w jedną stronę. Nie spodziewając się sukcesu piszę na FB ogłoszenie o wolnym miejscu startowym i możliwości dowozu na maraton. Odzywa się Darek, jest na wakacjach nad morzem i ma ze sobą rower, gdyż do Stegny właśnie nim dojechał. Pozostaje zorganizować to czego kolega ze sobą nie ma i ustalić miejsce spotkania na Ostródę, jemu blisko, a mi mniej więcej po drodze. Dojazd koszmarny, przed Olsztynem wypadek, jadę objazdami po wioskach, potem piątkowe korki w mijanych miastach i kolejne dwa wypadki po drodze już przed Poznaniem. Na miejsce docieramy po 18tej. Pozostaje oporządzić rowery, zrobić małe zakupy i miło spędzić czas przy piwku i kiełbasce na rozmowach na mniej lub bardziej rowerowe tematy.Noc jak zwykle słabo przespana, budziłem się przy każdym przejeżdżającym pociągu, dodatkowo wiadomo - inaczej się śpi w swoim łóżku, inaczej na materacu. Niemniej jednak budzę się wypoczęty, nie jest źle, kawa i wielki kawał ciasta na śniadanie, ostatni rzut oka na rower i wyposażenie i można startować. Znów prawdopodobnie wziąłem ze sobą więcej niż potrzeba, ale jak się potem okazało było warto. Startujemy z Darkiem, który na numerze startowym ma napisane "Małgorzata" w pierwszej grupie, jest tutaj też Mario, Kurier na tandemie, Hans na poziomce i Marzena. Sprawnie do Kórnika, tam fotka pod balonem, odliczanie czasu do startu ostrego i....poszli.
Grupa się dzieli szybko, siedzę komuś na kole kilka minut, daję zmianę i gdy chcę z niej zejść widzę że za mną jest tylko Darek. Pogoda dla mnie idealna, słonko i 17 stopni, jest wręcz lekko chłodno za sprawą północnego wiatru. Choć jest on przeciwny, na szczęście nie jest zbyt mocny, a przyjemnie chłodzi. Chwilę jedziemy z Kurierem, a niedługo potem dochodzi nas mocna trzyosobowa grupa w której jest Krzysiek. Pytam się Darka czy jedziemy z nimi, odpowiedź jest twierdząca, więc szybkie spawanie i mamy darmowe +10 do prędkości przez jakieś 15 kilometrów. Odpadamy od tego zdecydowanie zbyt szybkiego dla nas peletonu i na chwilę zbaczamy z trasy zaliczyć gminę miejską Wągrowiec, nadkładając jedynie jakieś 3 kilometry. Przejeżdżamy przez uroczą Noteć, na horyzoncie widać że czeka nas wyjazd z doliny i może być ostro. Tak też jest, podjazd trzyma koło 8%, lewe kolano momentalnie zaczyna protestować, pięknie - 137 km na liczniku i miałby to być koniec jazdy? Na całe szczęście na równym przechodzi, muszę uważać w dalszej części trasy. Powoli robi się ciepło, woda w bidonach się kończy, trzeba stanąć zatankować. Oprócz wody biorę jeszcze puszkę coli, zbliża się czas na drugą kawę, poza tym nie wyobrażam sobie jazdy rowerem bez zimnej coli :) Mija nas parę osób, kawałek dalej spotykamy Tomka który ma awarię (urwaną linkę) ale twierdzi że do punktu dojedzie, a przed samym punktem dochodzimy dwóch uczestników którzy niedawno nas wyprzedzili. Po drodze po głowie chodził mi schabowy z mizerią, pomyliłem się niewiele, zamiast ogórków jest surówka z kapusty. Dojeżdża Andrzej, szybko, bo startował grubo po nas, zabieramy się razem nim z Bartkiem. Miałem tutaj odbić po kolejną gminę, aby dziur po drodze nie zostawiać, ale widać że kroi się sensowna ekipa do jazdy, więc odpuszczam.
Ruszamy powoli, obiad był obfity, ciężko znowu wejść na obroty. Andrzeja łapią skurcze, co jest pokłosiem zbyt mocnej jazdy na początku, dobrze że zabrałem ze sobą SaltStick-i zabezpieczając się właśnie przed odwodnieniem. Zaczyna się najładniejszy fragment trasy, dużo lasów, sporo jeziorek i trochę hopek. Łagodne 2-3 procentowe wchodzą dobrze, ale gdy gradusów jest więcej przełączam się na tryb młynka i wciągam dupę na szczyty z kadecją koło setki. Raz tylko sprawdziłem co będzie gdy spróbuję pojechać mocniej i więcej już nie testowałem odporności kolan, lepiej wjechać na końcu peletonu niż potem żałować. Prognozy wieściły w tym rejonie jakieś 25 stopni, ale sporo leśnego cienia daje wytchnienie, maksymalną temperaturę jaką widziałem na liczniku była 28 stopni. Przed Połczynem musimy stanąć na uzupełnienie płynów, sok pomidorowy, kolejna cola i drożdżówka. Oczywiście obowiązkowe rozciąganie i chwila odpoczynku. Do punktu niedaleko, mijamy Połczyn-Zdrój, jeszcze dwie dyszki i meldujemy się na drugim PK. Pyszna zupa, kolejna cola, dłuższa chwila odpoczynku, wizyta w toalecie niestety nie zakończona sukcesem, wzdęty brzuch dowiozę niestety aż do mety. Jedzenie było pyszne, z tym że było go mało, odwrotnie niż poprzednio (to znaczy tam też było smaczne, tylko za dużo). Ustalamy następny postój na Orlen w miejscowości Człopa, przed nami jakieś 90 kilometrów, do grupy dołączył kolejny mocny zawodnik - Tomek.
Jest jeszcze parę górek po trasie, miejsca są urocze, ale ruch na południkowo położonej DW177 jest bardzo duży. Podjazdy odpuszczam tak jak Andrzej, dobrze że chłopaki czekają i jedziemy wspólnie. Grupa jest dla mnie trochę za mocna, nie ma na szczęście takiej różnicy jak tydzień temu w Parczewie, spokojnie na kole dam radę się utrzymać, ale moje zmiany są wyraźnie dużo słabsze. Docieramy w końcu na stację już w szarówce, kolejna próba w toalecie, rozciąganie, zapiekanka i tradycyjnie na noc rozrabiam red speed'a. Postanawiam nie ubierać się jeszcze, rękawki które w dzień miały za zadanie ochronę przed słońcem mam nadzieję zabezpieczą mnie teraz przed nadchodzącym chłodem. Kolejny przelot to 80 kilometrów do Sękowa.
Poza tym że jest ciemno żadnych zmian nie ma. Prędkość w zasadzie na podobnym poziomie jak poprzednio, zrobiło się płasko więc już się grupa nie rozrywa. Mogę określić ten kawałek jako nudnawy, bo poza uciekającymi kilometrami nic się nie dzieje. Systematyczne przesuwanie się do przodu i wypad na koniec, ot kolarskie rzemiosło. Brzuch coraz bardziej dokucza, mam nadzieję zjeść coś niesłodkiego, bo od batoników i ciastek robi mi się już niedobrze. Przy drodze jest stacja Total, stajemy tutaj, bo na Orlen musielibyśmy odbić trochę z trasy. Niestety nie ma nic na ciepło, nie mam już nawet ochoty na colę, sprzedawca proponuje mi paluszki lub chipsy - tak, to jest coś na co w sumie mam ochotę, choć wcześniej o tym nie pomyślałem. Już kilka razy zdarzało mi się jeździć na smażonych ziemniakach w charakterze paliwa, nigdy nie było źle. Siedzimy stosunkowo krótko, do mety niedaleko, nie ma co zwlekać.
Ostatni fragment podobny do poprzednich, jedyna różnica to dużo gęstsza zabudowa, wszak jedziemy przez podpoznańskie miejscowości. Kilometry jak zawsze w końcówce schodzą dużo wolniej niż na początku, może dlatego że zbyt często zerka się na licznik. Momentami zaczyna być zimno, szczególnie przy zbiornikach wodnych, mogłem się jednak na ostatnim postoju ubrać... Do mety docieramy jeszcze przed świtem (3.35), z bardzo dobrym czasem, którego sam na pewno bym, nie wykręcił. Tak jak ostatnio byłem raczej hamulcowym w tej grupie.
Szkoda że nie było Gosi, to miała być jej impreza tego sezonu. Fakt że wszystko wyglądałoby wtedy zupełnie inaczej, dużo wolniej i wtedy byłby to dla mnie maraton TURYSTYCZNY, jak wskazuje jego nazwa. Od strony organizacyjnej nie ma żadnych zarzutów, to jedna z najlepiej zorganizowanych imprez w kalendarzu, więc nie dziwi fakt że miejsca rozchodzą się błyskawicznie jak ciepłe bułki. Sama trasa także na dobrym poziomie, dużo lasów, jezior cieszących oko i pagórków na pojezierzach Drawskim i Krajeńskim. Kolejny raz mam problemy jelitowe, w poprzednich latach nigdy mi się to nie zdarzało, tak samo muszę nadal uważać z kolanem. Zostały 3 tygodnie do startu w głównej imprezie w tym dziwnym roku, forma jakaś tam jest, trzeba uważać żeby nie przesadzić na początku. Dobrze że nie mam żadnych założeń ani żadnych planów, nie jadę na poprawę wyniku, ot co ma być to będzie. Na przyszły rok pozostaje jeszcze poszukiwanie nowego siodełka, teraz przed wyjazdem już nie będę żadnych eksperymentów robił.




Zaliczone gminy +26: Kleszczewo, Kostrzyn, Pobiedziska, Kiszkowo, Skoki, Wągrowiec (obszar wiejski), Wągrowiec (teren miejski), Budzyń, Margonin, Szamocin, Wysoka, Krajenka, Barwice, Wierzchowo, Człopa, Wieleń, Lubasz, Wronki, Ostroróg, Szamotuły, Kaźmierz, Duszniki, Buk, Stęszew, Mosina, Puszczykowo.
Dane wyjazdu:
16.35 km
0.00 km teren
00:45 h
21.80 km/h:
Maks. pr.:30.60 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 43 m
Kalorie: 350 kcal
Rower:żwirek
do/z pracy
Czwartek, 30 lipca 2020 · dodano: 03.08.2020 | Komentarze 0
Rano kawałek lasu, powrót prosto do domu, na lekkim wkurwie. Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
28.70 km
0.00 km teren
01:03 h
27.33 km/h:
Maks. pr.:44.64 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:153 m
Kalorie: 917 kcal
Rower:Focus Cayo 4.0
sprawdzić nowe opony
Środa, 29 lipca 2020 · dodano: 30.07.2020 | Komentarze 0
Nabyłem nowe Gatorskiny, bo ze starymi był mały problem. Przednia przetarta z boku na tej czerwonej kratce, widać druty, ale żadnego wybrzuszenia nie ma. Tylna ma lekkie bicie góra-dół, już mi się to kiedyś zdarzyło, chyba była jakaś trefna partia - reklamowałem i wymienili. Ta konkretnie sztuka była właśnie z wymiany, ale że to było 2 lata temu i przeleżała na zapasie to raczej zareklamować się nie da, choć zrobiłem na niej ledwie 3.200 km. Z powodzeniem obie nadadzą się jeszcze do jazdy wokół komina.Po drodze przypomniałem sobie, że miałem obniżyć dziób siodła, więc staję na przystanku odkręcić i potem dokręcić dwie śrubki. Jakiejś zdecydowanej zmiany nie odczułem, ale może podczas dłuższej jazdy będzie lepiej, szczególnie jadąc na leżaku.
Kategoria <50
Dane wyjazdu:
13.70 km
0.00 km teren
00:39 h
21.08 km/h:
Maks. pr.:28.80 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 33 m
Kalorie: 264 kcal
Rower:żwirek
kuźwa, ależ mi się nic nie chce...
Środa, 29 lipca 2020 · dodano: 30.07.2020 | Komentarze 0
Kolejny, już trzeci dzień kompletnego niechcica. Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
8.00 km
0.00 km teren
00:24 h
20.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:żwirek
do/z pracy
Wtorek, 28 lipca 2020 · dodano: 28.07.2020 | Komentarze 0
Wczoraj pierwszy raz od czterech miesięcy mieliśmy zajęcia taneczne. Ciężko było, bo ciało od pasa w górę zupełnie nie używane w tym okresie. Rano ciężko było się podnieść, więc zostaję dłużej w łóżku i jadę tylko prosto do pracy, tak samo na powrocie. Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
16.00 km
0.00 km teren
00:47 h
20.43 km/h:
Maks. pr.:29.52 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 41 m
Kalorie: 321 kcal
Rower:żwirek
do/z pracy
Poniedziałek, 27 lipca 2020 · dodano: 28.07.2020 | Komentarze 0
Tempo spacerowe, aura przyjemna, kolana w porządku. Spodenki jednak robotę zrobiły dobrą, bo dziś pupcia jak nie używana :) Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
507.02 km
0.00 km teren
16:50 h
30.12 km/h:
Maks. pr.:59.40 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1817 m
Kalorie:17913 kcal
Rower:Focus Cayo 4.0
PIĘKNY WSCHÓD 2020
Sobota, 25 lipca 2020 · dodano: 27.07.2020 | Komentarze 0
Gdy wracałem do domu z pracy przypomniałem sobie, że przed startem chciałem spróbować kinesiotapingu. Tylko czy uda się ogarnąć temat na ostatnią chwilę? Dzwonię - można. Z rowerami na dachu dojeżdżamy do fizjoterapeuty i 5 minut później ruszamy w trzystukilometrową podróż. Dojeżdżamy autem po 18tej, jest już sporo ludzi, chwila rozmowy z Robertem Janikiem, szybkie rozbicie namiotu i idziemy na imprezę. Na miejscu kilka znajomych osób, Radek z Elą i Kurier z poznaną właśnie Patrycją. Makaron, piwko, chwila rozmowy, potem przenosimy się do bazy i około 22giej idziemy spać. Wiedziałem że się nie wyśpię porządnie i tak też było, budziłem się ze sto razy, ale po wstaniu jestem w miarę wypoczęty. Czasu mam full, niespieszne śniadanie, start Gosi na trasie 250 km chwilę po 7mej, potem dalsze powolne szykowanie się do drogi.W grupie nie ma nikogo znajomego, nicto, nic przed startem nie zakładam, mam nadzieję że uda się w jakiś peleton wpasować. Czuć że będzie ciepły dzień, damy radę, bardziej martwię się o kolana, bo wiem że tutaj spokojnej jazdy swoim tempem na pewno nie będzie. Grupa jest całkiem niezła, jest z kim jechać i wcale nie ma przesadnie mocnego tempa. Świetny asfalt do Radzynia Podlaskiego, potem długi i prosty jak strzała przelot DK63 (tej samej która jest niedaleko mnie i którą dosyć często jeżdżę na trasie do Giżycka), tutaj mamy fragment z wiatrem. Prognozy głosiły słaby wiatr z północy, ale ktoś się mocno pomylił, bo wieje mocno z zachodu. W kilku zacienionych miejscach jest sporo wody, nad ranem w Parczewie było słychać grzmoty, więc to tutaj była nocna burza. Dochodzi nas kolejna grupa, sporo od naszej mocniejsza, łączymy się w niemałe stadko i docieramy wspólnie na pierwszy PK, zlokalizowany w Międzyrzeczu Podlaskim pod wyciągiem narciarskim. Rozciąganie, drożdżówka, bidony, książeczka, toaleta, a jakoś specjalnie w biegu tego nie robiłem i ... wszyscy stoją. WTF ?? Pogadać przyjechali?
Zabieram się z pierwszą ruszającą grupą, jest nas sporo - jakieś 8 osób. Wiem że będzie to ciężki odcinek, 80 km w wiatrem wiejącym w pysk i temperaturą powyżej 30 stopni. Jazda 38 km/h pod ten zachodni wiatr to zdecydowanie nie moja bajka, w grupie jest kilka takich osób, ale też takie których tempo jazdy mi odpowiada. Całe szczęście peletonik się rozerwał i do kolejnego punktu w Żelechowie dojeżdżamy już trochę spokojniej, choć i jak dla mnie także zbyt szybko. Zeszło tutaj znowu sporo czasu, jazda z dziewczynami zdecydowanie mi odpowiadała, ale znowu na postojach moi towarzysze tracą masę czasu. Sam stałem tutaj ponad 20 minut, gdybym wiedział że tyle to będzie trwało, ruszyłbym wcześniej. Zabieram się z pierwszą startującą ekipą - co ma być to będzie.
Kolejny odcinek był całkiem przyjemny, szczególnie gdy skręciliśmy bardziej na południe jadąc wzdłuż Wisły. Wiatr już nie daje się tak mocno we znaki, jest też chyba ciutkę chłodniej, przynajmniej takie mam wrażenie. Na każdym z dotychczasowych odcinków wypijałem wszystko do dna, schodziło 1,8L na 80-kilometrowe odległości pomiędzy PK. Jadę z nastawieniem na coś niesłodkiego w końcu, a i zimną colą bym nie pogardził. Marzenia się ziszczają, dostajemy ryż z mięsem, jest też także zimna cola. Znowu schodzi długo, ale przynajmniej można było chwilę w chłodku posiedzieć. Kontaktuję się z Gosią, ma jeszcze 60 km do mety, niestety jest wykończona, słońce ją wymordowało.
Ruszamy dalej tą samą ekipą, najedzony i wypoczęty. Super. To entuzjastyczne nastawienie jednak bardzo szybko się kończy, bo zaczynają się podjazdy. Nie ma nic nadzwyczajnego w jeździe pod górę, ale trzymanie tempa grupy szybko odbija się na kolanach. Dodatkowo nic po drodze nie jadłem, bo byłem najedzony po obiedzie, do kolejnego punku nie daleko, a na nim kolejny obiad. Niestety kończy to się spektakularną bombą, wciągam żela i końcowe 15 kilometrów do punktu dokręcam już sam. Tym razem spaghetti, kawa i chwila odpoczynku. Podczas rozciągania się łapią mnie skurcze, oho - może być ciekawie. Wlewam w siebie jeszcze izotonika, kieszonki wypycham żelami i czas ruszać na kolejny fragment - teraz na wschód, mam nadzieję że wiatr nie ucichnie, jak to często bywa po zmroku.
Nie ma już długich podjazdów, a te które są jadę na lekko na młynku, jeśli zostanę to trudno, będę jechał sam. Czuć pomagający wiatr, koledzy mnie nie zostawili, na płaskim jest w porządku, ale standardowo gdy muszę włożyć większy wysiłek lewe kolano protestuje. Miałem nadzieję że plastrowanie rozwiąże ten problem, jednak jak widać jego przyczyna leży gdzie indziej, a ja nie mogę jej znaleźć. Znaczy się mogę i umiem - jeździć tempem emeryta :) Może w końcu trzeba się pogodzić z tym że już bliżej niż dalej ? Po zmroku w oddali widać migające światełko, taki "zajączek" zawsze dodaje +1 do prędkości. Szybko go nie doszliśmy (piszę doszliśmy, choć to żadna moja zasługa, ja tu raczej jestem hamulcowym), bo na drodze stanął zamknięty przejazd kolejowy, ale w końcu się udało. Okazuje się że to chłopak z bardzo mocną dziewczyną i do kolejnego punktu w Żółkiewce docieramy wspólnie. Po drodze miałem mocne postanowienie zrolować obydwa uda, wiem że to pomaga w domu, w trasie kilka razy do tej pory próbowałem i nigdy spektakularnych efektów (takich że puści i będzie można zapomnieć) nie było. Może tym razem się uda? Niestety okrągła jest tylko butelka od małej niegazowanej wody, zbyt miękka, ale z braku laku... Faktycznie bolało mało. Zmuszam się do zjedzenia bułki, wypijam całą butlę OSHEE i zmieniam potówkę na długi rękaw.
Przed startem zastanawiałem się czy brać w ogóle dużą podsiodłówkę, czy wystarczy mała na dętki i klucze. Dochodzę jednak do wniosku, że na wadze roweru aż tak bardzo mi nie zależy i dodatkowy kilogram różnicy wielkiej nie zrobi, a po drodze zawsze lepiej jest mieć niż nie mieć. Zmieniam także rękawiczki i to w zasadzie jedyne rzeczy które były mi potrzebne po drodze, choć bez rękawiczek bym się obył, a długi rękaw z powodzeniem zastąpiłaby wiatrówka. Przed nami długi nocny odcinek. Czy rolowanie coś pomogło? Nie wiem, raczej niewiele. Jest praktycznie tak jak wcześniej, w zależności od tego kto jest aktualnie na zmianie, czasami dobrze, czasami coś czuję. Czas mija całkiem szybko, nie ma typowej dla nocnej jazdy zamuły, do kolejnego punktu w Łęcznej docieramy przed 2gą. Nie ma co się rozsiadać, został już rzut beretem do mety, choć i tak zeszło jakieś 20 minut.
Chłopaki rwą się do przodu, teraz już mam postanowienie, że gdy będzie za szybko po prostu zostanę. Tak się też dzieje, jakoś w połowie dystansu czwórka odjeżdża, zostaję z tyłu z dziewczyną i chłopakiem i wspólnie docieramy do mety. Niestety wyglądało to tak, że dawała Ona pięciokilometrowe zmiany z prędkością 30 km/h a ja 2-3 kilometrowe z prędkością 25 km/h. Na niebie widać już pierwsze zorze na wschodzie, a na łąkach mgiełki. Skończyliśmy na szczęście gdy temperatura była jeszcze przyzwoita, najmniejszą wartością jaką widziałem było 12 stopni.
Najważniejsze że w końcu pękła pięćsetka w tym roku, moja forma nie zachwyca, choć wydolnościowo spokojnie dałem radę. Do tej pory najlepiej wychodziłem wtedy gdy jechałem w słabszej grupie, gdy jechałem poniżej swoich możliwości. Podobnie jak teraz było na ubiegłorocznym brevecie bieszczadzkim, z tym że tam było dużo gorzej i musiałem z jazdy zrezygnować, tutaj na szczęście nie przesadziłem. Czy tejpy pomogły - nie wiem, nie mam zdania. Po dniu odpoczynku i chłodzeniu (zamrożonym zielonym groszkiem) jest w porządku, nie czuć zupełnie nic. Podczas wyjazdu testowałem także nowe spodenki. Jest lepiej niż we wszystkich pozostałych, ale niestety nie ma rewelacji - chyba zbyt dużo się po nich spodziewałem, dużo gorzej jest niestety jechać w nich na lemondce. Przed kolejnym wyjazdem opuszczę trochę dziób siodełka, może będzie lepiej, za to na pewno większy ciężar pójdzie na ręce. Jeśli to nie pomoże to w przyszłym roku trzeba będzie przetestować inne siodełka, choć z drugiej strony ciągle zastanawiam się czy nie rzucić tego wszystkiego w cholerę i się na turystykę nie przestawić...


Zaliczone gminy +7: Żelechów, Sobolew, Gorzków, Krasnystaw (obszar wiejski), Krasnystaw (teren miejski), Rejowiec (obszar wiejski), Rejowiec Fabryczny (teren miejski)
Dane wyjazdu:
28.80 km
0.00 km teren
01:27 h
19.86 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:żwirek
do/z pracy
Piątek, 24 lipca 2020 · dodano: 27.07.2020 | Komentarze 0
Bez celu. Późno wstałem, wolno się zbierałem, jakoś tak ogólnie nie miałem chęci na rower, a poniekąd trzeba przed startem trochę zbastować. Sporo terenu, nawet jakoś tak bezmyślnie na "rundki" wjechałem i wyszedł dobry kilometr po singlach i korzeniach. Masakra, nie tym rowerem takie atrakcje... Kategoria dom/praca
Dane wyjazdu:
24.30 km
0.00 km teren
01:07 h
21.76 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:żwirek
do/z pracy
Czwartek, 23 lipca 2020 · dodano: 27.07.2020 | Komentarze 0
Młody wraca z koloni, więc jestem uwiązany, nie ma szans na dłuższy wypad. Udało się tylko na chwilę do lasu wjechać. Atmosfera nieprzyjemna - zimno i wieje. Kategoria dom/praca




