KATEGORIE

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi dodoelk z miasta Ełk. Przejechałem 192240.84 kilometrów w tym 4539.60 w terenie. Moja średnia prędkość 20.53 km/h
Więcej o mnie. GG: 5934469


odwiedzone gminy



baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy dodoelk.bikestats.pl

Archiwum bloga


it outsourcing
Wpisy archiwalne w kategorii

>50

Dystans całkowity:38393.23 km (w terenie 1914.30 km; 4.99%)
Czas w ruchu:1693:48
Średnia prędkość:22.67 km/h
Maksymalna prędkość:75.59 km/h
Suma podjazdów:65964 m
Maks. tętno maksymalne:182 (97 %)
Maks. tętno średnie:172 (92 %)
Suma kalorii:387621 kcal
Liczba aktywności:579
Średnio na aktywność:66.31 km i 2h 55m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
63.50 km 4.00 km teren
02:42 h 23.52 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Wtorek, 4 sierpnia 2015 · dodano: 05.08.2015 | Komentarze 0

Ełckie, Regielskie, Mrozy, Miasto.
Zero wiatru, zero chmurek, zero jakichkolwiek nieprzyjemnych odczuć w kolanach (jak nigdy), idealna temperatura, na dodatek świetne samopoczucie - chcę tak codziennie. Powrót upalny, na chwilę do domu, potem zamienić rower na auto, droga przez las była całkiem przyjemna.

J. Regielskie w Regielnicy © dodoelk
Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
59.60 km 0.00 km teren
02:32 h 23.53 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Wtorek, 21 lipca 2015 · dodano: 21.07.2015 | Komentarze 3

Noc całkiem nieźle minęła, a że słonko mnie zbudziło postanowiłem zaryzykować i wyjechać na conieco. Całkiem przyjemny poranek, choć w cieniu jeszcze chłodno, najważniejsze że się wiatr uspokoił. Runda wokół Selmentu i kółko po mieście. 
Nie jest źle, tylko zatkany jestem. Co chwila strzelać muszę z dziury... Czy wyjdzie ta jazda na dobre? Zobaczymy. Głód był taki że nie mogłem się oprzeć. 
W pracy już tak dobrze nie było, dalej w głowie się kręci, gardło przeszło, za to pojawiła się duszność. Pod koniec kaszel taki że mało płuc nie wyplułem. Już nie w głowie mi było dokręcanie, pytanie tylko czy się rano doprawiłem, czy i tak by mnie w końcu ścięło porządnie...

Lekarz rodzinny na urlopie, więc pogotowie, antybiotyk...muszę się wykurować szybko, bo w sobotę planowany dłuższy wyjazd.
Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
64.40 km 0.00 km teren
02:48 h 23.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Czwartek, 16 lipca 2015 · dodano: 16.07.2015 | Komentarze 0

Wstaję trochę później niż budzik dzwonił, na godzinę z ogonkiem przed pracą czasu starczyło. Zimno zimno zimno.!!! W lesie wogóle lodówka, a słonko w kratkę i jakoś tak niemrawo atmosferę ogrzewa. Jadąc równo i spokojnie jest dobrze, gdy docisnę boli za kolanem - rezygnacja z podjazdów to rozsądna decyzja (planowałem 50x Mącze dziś po południu). Dojechałem kawałek za Wiśniowo Ełckie, nawrót i prosto do pracy.

Po południu pogoda dużo lepsza, 20 stopni i słoneczko, tylko wiać mogłoby mniej. Szeligi, autostrada, wokół Regielskiego, wjeżdżam do miasta kombinując co dalej...trafiam na zamknięty przejazd. A to co? Czeska spalinówka ciągnie jakiś dziwny skład, stare wagony, mignął mi napis "transcontinental". Już wiem gdzie jadę :) Promenadę olewam, wrzucam dwójkę, a nawet trójkę i cisnę wzdłuż torów w kierunku dworca. Sto razy jeździłem mostem kolejowym, ale dziś stoi tam dwóch SOK-istów, szlag...w tył na lewo...objeżdżam dołem, widzę że skład na stacji jeszcze stoi. Na peronie setka Niemców, cykają fotki budynkowi dworca, a ja wagonom, bo to nie lada gratka takie coś na zadupiu zobaczyć.


Classic Courier na dworcu w Ełku © dodoelk

71,7 (3+3) 69,7
Kategoria dom/praca, >50


Dane wyjazdu:
71.40 km 4.00 km teren
02:51 h 25.05 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Wtorek, 14 lipca 2015 · dodano: 14.07.2015 | Komentarze 0

Wczoraj plany wieczornego wyjazdu pokrzyżował deszcz, więc trzeba było rano się ruszyć. Umawiam się z Mariuszem na 5tą, ale go nie ma więc jadę sam. Fajnie, bo pusto, dawno już nie wyjeżdżałem o takiej porze. Ruszam pod lekki wiatr, pod lekką górkę, na liczniku czasem mniej niż 20, ale nie wnikam. Mostołty, Bajtkowo, została godzina - więc Regiel i przez miasto. W lesie mokro, sporo wilgoci po wczorajszych opadach, za to w końcu pachnie tak jak las pachnieć powinien...

Krótko przed wyjazdem lało, po mokrym asfalcie do Szelig, a tam...sucho :) Kierunek na Kałęczyny, w stronę ciemności, na horyzoncie widać że pompuje. Dwa razy dostałem po grzbiecie skrajem chmury, zatrzymałem się na siku i przypadkiem na leśne maliny trafiłem. POEZJA. Smaku. Pachnie i smakuje jak malina, a nie plastikowy, idealny kształtem produkt z półki marketu. Długo nie zabawiłem, bo lepiej losu nie kusić, choć promenadę pokonałem w opcji "full", a na koniec nawet trafiłem na "zająca". To sobie choć przez chwilę tętno podniosłem, bo ogólnie bardzo lajtowo było, nie ma co szaleć - tyłek trochę poobcierany, gdy depnę mocniej boli trochę z tyłu lewego kolana. Pompa nadeszła dwie minuty po wejściu do domu - to się nazywa szczęście :)
Nad Ełckim Borem pompuje © dodoelk
Malinki :) © dodoelk



73,0 (3+3) 70,2
Kategoria dom/praca, >50


Dane wyjazdu:
64.00 km 10.00 km teren
02:36 h 24.62 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Piątek, 10 lipca 2015 · dodano: 10.07.2015 | Komentarze 0

Wstałem jak wczoraj, ale trochę dłużej się do jazdy zbierałem. Dziś pogodynka się nie pomyliła, choć niebo miało kolor taki, że w każdej chwili może zacząć się ulewa. Wieje mocno, więc do lasu, a jak do lasu to w Bór Ełcki, potem Prostki i Kopijki, a stamtąd już walka z żywiołem. W Okolicach Mrozów zaczęło kropić, więc zajechałem do Marka, chwilę pogadaliśmy, w międzyczasie przestało padać. Za to po tych kilku minutach w cieple dopadła mnie telepa po wyjeździe - trzeba było jeszcze kilka kaemów dokręcić. Ehh lato...12 stopni. Nie ma to jak skrajności.

Popadało trochę, nie chcę się chlapać więc chodnikiem wzdłuż obwodnicy, potem promenada. Plaża zamknięta, udało się przemknąć jeszcze rowerem, dziś wieczorem pokaz sztucznych ogni. Ale chyba sobie odpuszczę, bo o 23ciej z reguły już śpię, poza tym na 99% będzie padać deszcz.


72,4 (3+3) 70,2

Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
66.50 km 0.00 km teren
02:42 h 24.63 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Czwartek, 9 lipca 2015 · dodano: 09.07.2015 | Komentarze 0

We wczorajszych prognozach zapowiadali deszcz od mniej więcej 7-mej rano. Olewam to wróżbiarstwo, nastawiam budzik na 5.45 i w pełnym słońcu o 6.10 jestem już na rowerze. Smalec sam się nie wytopi...trzeba dupę ruszyć.

Spory wiaterek, lekko chłodnawo, ale jadę na długi rękaw więc jest OK. Wiśniowo, Sypitki, w Pisanicy remont mostu, ale jest obok kładka więc da się przejechać, potem daję na Wysokie. Jako że jest dopiero ciut po 7-mej wydłużam na Golubie, a potem na Legę. Po drodze sadził się do mnie wiejski burek, kiedyś podpatrzyłem u Tomka pewien sposób na psy więc go teraz przetestowałem. Mianowicie: daję ostro w pedał i ustalam kierunek prosto na psa. Efekt: Burek z podkulonym ogonem zmienia swój kierunek o 180 stopni, ja za nim :) dobre 500-600 metrów zasuwał około 35km/h - takiego treningu kardio w swoim pieskim życiu pewnie nigdy nie miał... Może więcej rowerzystów nie będzie atakował. Jeszcze na chwilę do domu, rozebrałem się trochę, wziąłem plecak i już najkrótszą drogą do pracy.

Po robocie miałem jeszcze ochotę na jakieś dwie dyszki, ale dosłownie 5 minut przed dzwonkiem rozpadało się (7-ma rano...dobry żart...rozbieżność 10 godzin), a aż takiego ciśnienia nie miałem żeby w deszczu i mocnym wietrze jeździć, więc tylko się do domu zwinąłem.


72,0 (3+3) 70,9
Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
58.30 km 45.00 km teren
02:47 h 20.95 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

tysiączek

Poniedziałek, 29 czerwca 2015 · dodano: 30.06.2015 | Komentarze 0

Weekend był obfity. W Sobotę imieniny, w niedzielę pożegnalny obiad, poniedziałek (w pracy) kolejne imieniny...A miałem kilogramy zrzucać...

Zainspirowany treningami Ola przypomniałem sobie że czas temu jakiś robiłem rozeznanie w okolicy odnośnie podjazdów nadających się do everestingu. Wybór padł na leśny terenowy podjazd pomiędzy Szarejkami a Mączami. 

Ruszam w mżawce, zaraz przestaje, ale tylko po to żeby po chwili porządnie się rozpadać. Przecież nie zawrócę...Pada tylko kilka minut, a w Szrejkach jest już sucho. Jadę spokojnie, na początku tak aby wyczuć trasę (jeździłem tędy mnóstwo razy, ale nigdy w kółko). Sztywny początek, dalej spokojnie i parę metrów przed szczytem też dobrze "trzyma", do tego jest po korzeniach (tu postanawiam jechać stojąc). Kryzys nadszedł na 4 lub 5 pętli - chcę jechać tylko 10 razy, po 10-tym jeszcze 5, a potem to już głupio było się wycofywać, zważywszy że szło całkiem nieźle. Żadnych bólów na szczęście, trochę nudno, za to po 3,5 minuty wysiłku w nagrodę świetny zjazd :) No i poziomki na górze, zrywane na szybko bo chmara komarów atakuje :)

Sporo większy wysiłek niż na szosie i szosowym rowerze, waga sprzętu mniej więcej ta sama (porównując do szosówki z pełnymi bidonami i dużą podsiodłówką), dużo większy opór związany z grubymi oporami i szutrowo-korzeniowym podłożem oraz sporo twardsze przełożenie niż w szosówce. Przód 32 vs 34 (w szosówce), tył 21 lub 24 vs 30 (w szosówce). Trening siłowy wykonany, poszło lepiej niż myślałem, pewnie jeszcze kilka razy się skuszę, ale nie mam pojęcia jak możnaby 193 razy atakować tą górę (tyle razy trzeba aby wyszło 8848m przewyższenia)...To dopiero musiałaby być determinacja...

Powrót przez Maleczewo i promenadą.

Jezioro Ełckie © dodoelk
Jezioro Ełckie © dodoelk




Kategoria >50


Dane wyjazdu:
63.00 km 4.00 km teren
02:25 h 26.07 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Poniedziałek, 22 czerwca 2015 · dodano: 22.06.2015 | Komentarze 0

Jest szansa na brak opadów więc wstaję wcześniej. Rześko, mokro, pochmurnie, za to z leciutkim tylko wiatrem. Trasa spontanicznie po drodze się wykluła, w Mostołtach nie mogłem się zdecydować, ostatecznie pojechałem do Bajtkowa. Po drodze dzwonię do chłopaków, nie odbierają...więc mocniejszym tempem do domu...na szczęście z łóżek wstali i do szkoły się gotują, więc wszystko w porządku. Jest jeszcze prawie godzina...czyli...Regiel, także mocniej depcząc niż zazwyczaj. Coś tam w kolanie cały czas czuję, jakieś nieprzyjemności, ale chyba tak już będzie i czas do tego przywyknąć.

Po pracy także ciut dłużej - Szeligi, autostrada, promenada. Tempo tak jak i rano mocniejsze niż zazwyczaj, przyjechałem nieźle spocony, no ale było 10 stopni cieplej niż rano...

73,9 (2+2+2) 71,5
Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
64.60 km 3.00 km teren
02:31 h 25.67 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:czołg

do/z pracy plus

Środa, 17 czerwca 2015 · dodano: 17.06.2015 | Komentarze 0

Do pracy na 9tą więc jest czas na małe conieco. Znów zakładam pasek celem obserwacji pulsu, w planie jest trochę mocniejsza niż zazwyczaj jazda. Znowu nie mogę się wbić na wyższe tętno gdy depczę mocniej, a jadąc normalnie staram się trzymać trochę powyżej 130 bpm. 

Całkiem miło dziś, ponad dyszka na termometrze przed 7mą, wiatr słaby ale upierdliwy, mam wrażenie że cały czas przeszkadza. 




74,4 (2+1+2) 71,9
Kategoria >50, dom/praca


Dane wyjazdu:
66.00 km 1.00 km teren
03:43 h 17.76 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Malbork wieczorem, Kraków przed świtem i Ojców raniutko

Piątek, 12 czerwca 2015 · dodano: 16.06.2015 | Komentarze 0

Dojeżdżam z przesiadką w Malborku, jest chwila czasu więc jadę pod zamek. Słońce zachodzi, robi się chłodno.

W Krakowie jestem przed 4tą, nie spałem wcale. Jadę na Rynek, myślałem że będzie puściutko, ale właśnie kończą się imprezy, pełno pijaństwa i kurewstwa na ulicach, brrrrr. Im dalej od Rynku tym ciszej, jadę pod Wawel, odwiedzam smoka, przy Wiśle jest mi bardzo zimno, więc wracam do centrum skąd kieruję się do Brandysówki. Ruch jeszcze niewielki, ale miasto budzi się już do życia, jadę na luzie, bo niby gdzie mam się spieszyć. Samopoczucie fatalne, dopadło mnie zmęczenie i senność, całe szczęście urozmaicony teren i ciekawe widoki rekompensują to. Zjeżdżam do Doliny Będkowskiej, ostro w dół, dróżka wąska i kręta - przedsmak dzisiejszego dnia. Baza Maratonu jeszcze śpi, siadam na chwilę, jem kanapkę, jest około 6tej, w dolinie słońca jeszcze nie ma - znowu marznę. Miałem odpocząć przed zrobieniem zaplanowanej wizyty w Ojcowie, ale w tej sytuacji nie ma to sensu. Jadę więc z ciężkim plecakiem.

Wyjazd z doliny równie stromy jak zjazd, za to się rozgrzałem :) Robię rundkę po Ojcowskim Parku Narodowym, nie wiem czemu wcześniej zaplanowałem sobie trasę po kamieniach, ze 100-metrowym przewyższeniem. Wpycham rower, grotę Łokietka już odpuszczam. Na powrocie zaliczam jeszcze wizytę w sklepie, melduję się w bazie i idę w końcu spać.

zdjęcia



Zaliczone gminy: Kraków, Zabierzów, Wielka Wieś, Jerzmanowice-Przeginia, Sułoszowa, Skała.
Kategoria >50